Facebook

niedziela, 24 kwietnia 2011

Wielkanocne Alleluja

Tytułem wstępu - osoby, które na krytycyzm wobec chrześcijaństwa mają jedyny, niepodparty jakimkolwiek racjonalnym myśleniem, kontrargument o nazwie "obraza uczuć religijnych" są proszone o opuszczenie tego posta i odklepanie dziesiątki różańca w mojej intencji. Osoby, dla których bracia Kaczyńscy uchodzą za patriotów i mężów stanu - również. Pozostałych, trzeźwo myślących, zapraszam do lektury.

Tytuł posta jest mocno zwodniczy i niestety, ale nie będzie w nim nic na temat Wielkanocy takiej, jaką znamy z tradycji. Może tylko w ramach oświecenia zabłąkanych dusz przypomnę, że jest to najstarsze chrześcijańskie święto związane ze zmartwychwstaniem Jezusa, jednak trudno tak naprawdę określić, kiedy miało swój początek. Można powiedzieć, że "oto wielka tajemnica wiary". W dzisiejszych czasach trudno też o wskazanie słusznego, płynącego z góry przykładu, jak obchody świąt wielkanocnych miałyby wyglądać i co właściwie znaczą. Stąd też nie szukajcie tu moich personalnych nawiązań do tradycji, a raczej komentarza do tego, jak "obchody" wyglądają współcześnie.

Z jednej strony sięga się do wydarzeń sprzed około 2000 lat i mówi się, że w tym szczególnym okresie powinniśmy zastanowić się nad rolą krzyża w naszym życiu, jako symbolu zbawienia i odkupienia naszych win. Z drugiej strony wystawia się w kościołach na adoracjach Grób Pański inspirowany katastrofą lotniczą sprzed roku, tłumacząc taki a nie inny zamysł "pustką", która po niej powstała.

Pustkę to ma, moi Drodzy, w głowie ten, kto zaprojektował taką bzdurę do postawienia w kościele, jeszcze bardziej pusty jest biskup parafii, w której to stoi. Jedynie wierni nie dali się całkiem zaślepić katastrofą i krytykują projekt. I trudno się temu dziwić. Patrząc z perspektywy katastrofy, to nie Jezus zginął w Tupolewie, tylko Jarosław Kaczyński. Z drugiej strony, z perspektywy historii Jezusa, to zginął on na krzyżu, a nie w Tupolewie. Skoro dziś zamienia się postacie obu historii, to być może za rok doczekamy się kolejnej natchnionej wizji Grobu Pańskiego, przedstawiającej "zdradzonego o świcie" Lecha Kaczyńskiego wiszącego na krzyżu. Może do tego czasu poznamy też Judasza, który go zdradził. Obyśmy tylko nie doczekali się zmartwychwstania. Ale nigdy nic nie wiadomo...

Jedno jest za to pewne, obchody Wielkanocy, które są ukazywane w mediach dalekie są od tradycji, przeinaczone, zafałszowane. Mówi się o tym, co powinien znaczyć krzyż, podczas gdy przez większość ostatniego roku było to wyraźnie polityczne narzędzie, i z takim traktowaniem krzyża księża bali się zmierzyć. A dziś z okazji trwających świąt, w poprzedzających je homiliach tłumaczy się wiernym, że dwie zbite ze sobą pod kątem prostym deski są symbolem zbawienia, zwycięstwa. Absolutnie! Krzyż, dźwigany przez Jezusa na miejsce jego śmierci symbolizuje śmierć, zbrodnię dokonaną przez Rzymian. Symbolizuje zwieńczenie planu bożego, który od początku do końca spalił na panewce.

Przypomnijmy, w wielkim skrócie - na samym początku powstaje świat, pojawiają się Adam i Ewa, zjadają Zakazany Owoc, opuszczają Eden obarczeni strasznymi konsekwencjami. Rodzą im się Kain i Abel. Pierwszy zabija drugiego. Mijają wieki. Ludzkość rozprzestrzenia się po ziemi i nadal musi jednak czynić zło, bo Bóg postanawia wszystkich utopić, poza Noem, jego rodziną i zwierzętami. Jednak i to go nie zadowoliło i wpada na jeszcze "genialniejszy" plan. Zsyła swojego syna, który po 33 latach umiera na krzyżu. Brakuje mi cenzuralnych słów, by określić, jak podłym ojcem trzeba być, aby posyłać własnego syna na śmierć, jako zadośćuczynienie za własny błąd popełniony podczas stworzenia świata. Mało tego, Jezus umarł wieki temu, a ludzie jak czynili zło, tak będą je czynić i żadna ludzka ofiara wydaje się nie mieć na to jakiegokolwiek wpływu. Jak to mówią: "Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane".

Mokrego Jajka Wszystkim ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz