Jak w tytule - kumulacja! Zebrało się. 40 milionów... Polaków. Zebrali się w internecie, przed telewizorami i każdy z nich w pewien sposób ustosunkował się do przynajmniej jednego z trzech wydarzeń, które odbiły się echem na świecie i w Polsce.
Katastrofa sprzed roku.
Wciąż się ciągną komentarze na temat katastrofy Smoleńskiej. Ale obiecuję sobie, że temat ten będzie z tego bloga znikał. Wydaje się, że wszystko, co mogłem w tym temacie powiedzieć, zostało już powiedziane. Parcie na szkło jednak poczuł tzw. mecenas Rogalski twierdząc, że należałoby zbadać obecność helu na lotnisku, bo to rzadki gaz i to on mógł spowodować szybsze opadanie samolotu po celowym rozpyleniu przez Rosjan. Primo - niech "mecenas" zbada lepiej zawartość mózgu w swojej czaszce, albo stężenie dwutlenku siarki w kabinie pilotów, będzie przynajmniej wiadomo, jak bardzo się bali tego lotu. Secundo - hel lżejszy od powietrza nie pływałby nad lotniskiem, tylko pofrunął do atmosfery bez śladu. Poza tym jest ponad rok po katastrofie, gdzie jest hel wtedy tam rozpylany? Mit obalony.
Beatyfikacja Jana Pawła II
Kto uważa, że obrońca pedofilii w kręgach kościoła i przeciwnik antykoncepcji, która mogłaby uratować miliony w Afryce przez zapobieganie rozprzestrzeniania się HIV, powinien zostać świętym, niech pierwszy rzuci kamieniem. Szacunek mu się należy z racji stanowiska, szkoda go jako człowieka, ale poglądy dyskredytują jego postać od bycia świętym. Ale taka nasza polska krew, że nie damy na siebie złego słowa powiedzieć. Tymczasem wśród narodowości grupowo zamieszkujących i wspólnie pracujących za granicą, tylko wśród Polaków jeden drugiemu pluje w talerz z zupą. Nie mówiąc o tym, że beatyfikowany zostanie przywódca największej zbrodniczej organizacji świata. Ile krwi przelano w imię wiary i nawracania, tak chyba w żadnej wojnie nie było. I nikt za to nie przeprosił po dziś dzień.
Ślub Williama i Kate
Impreza z mega pompą bez większego znaczenia poza dobrym PR-em i rozrywką dla mas. Wydarzenie na pewno wpłynie w najbliższym czasie na świat mody, jednak na kreacje w podobnym stylu, który tam prezentowali goście, stać raczej niewielu. Ślub książęcej pary może ewentualnie skłonić do refleksji, czyj kolejny będzie równie głośnym wydarzeniem. Na świecie, w Polsce. Polacy pewnie zielenieją z zazdrości, bo któż z kręgów rządzących u nas mógłby zorganizować wesele z takim rozmachem? Jarosław Kaczyński jest często wymieniany jako kawaler wśród polityków. Ale gdyby się zdecydował na taki krok, to nie w Polsce. U nas gejowskie śluby nie są zgodne z prawem.
I to by było przed długim weekendem na tyle. Wrażeń sporo, ale pora oderwać się na chwilę od TV i wyjść na działeczkę rozpalić grilla. Tylko nie spijcie się za mocno.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katastrofa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katastrofa. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 kwietnia 2011
niedziela, 10 kwietnia 2011
10 kwietnia
Dziś krótka lekcja historii. Zapomnijmy na chwilę o tym, co działo się rok temu, co działo się 71 lat temu i cofnijmy się o prawie pół tysiąclecia, dokładnie o 486 lat do roku 1525. Miało wtedy miejsce wydarzenie, o którym najwyżej na lekcji historii usłyszycie. Mianowicie Hołd Pruski.
Nie mówi się jednak o tym, bo Polska ma w historię wpisane bycie - jak to określił "Mickiewicz" w trzeciej części "Dziadów" - "Chrystusem narodów". Od wspominania sukcesów odniesionych na tle międzynarodowym, wolimy cierpieć za innych, i upamiętniać wszelkie zbrodnicze, dokonane na naszym narodzie akty nienawiści - rozbiory, hitlerowskie obozy koncentracyjne, Katyń.
Na zagranicznych forach krążą o Polsce opinie tego typu (przetłumaczona z angielskiego):
Pytam więc: Jak długo i za jaką cenę (gaz już zdrożał) Jarosław Kaczyński chce wsadzać Putinowi i Miedviediewowi palec w oko za zbrodnie sprzed 70 lat, których w dodatku nie oni dokonali? Wyobraźcie sobie reakcję władz rosyjskich nad tablicą w Smoleńsku, z której bije oskarżenie o ludobójstwo. Wczorajsza wzmianka o tym miała charaktery ściśle geograficzny, była zupełnie apolityczna. Ale skoro gramy z Rosją w politykę i odgrzebujemy stare rany, to nie sposób o tym nie wspomnieć.
I oby to był jeden z ostatnich postów na ten temat. Dajcie żyć!
Hołd pruski odbył się 10 kwietnia 1525 w Krakowie po wcześniejszym zawarciu traktatu między królem Zygmuntem I Starym a Albrechtem Hohenzollernem w dniu 8 kwietnia 1525 roku. W wyniku tego aktu Prusy Zakonne zostały przekształcone w Księstwo Pruskie jako lenno Polski.
Ostatni w Prusach[1] wielki mistrz Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (krzyżackiego) sprawujący władzę świecką nad państwem zakonnym Albrecht Hohenzollern, przyjął wyznanie luterańskie i przekształcił państwo zakonu krzyżackiego w świeckie państwo (Prusy Książęce), stając się jego władcą (księciem). Jednocześnie złożył hołd lenny swojemu wujowi Zygmuntowi Staremu, królowi Polski.
W wyniku zawartego traktatu prawo do dziedziczenia Prus Książęcych otrzymali męscy potomkowie Albrechta, a w razie jego bezpotomnej śmierci – jego bracia Jerzy, Kazimierz i Jan z potomstwem męskim. Z dziedziczenia wyłączona była linia elektorów brandenburskich. Traktat krakowski był pierwszą umową o charakterze międzypaństwowym pomiędzy władcą katolickim a protestanckim w Europie[2].
W czasie składania hołdu na na Goldzie rynku krakowskiego, Albrechtowi towarzyszyła delegacja stanów pruskich. Albrecht odebrał z rąk króla proporzec z herbem Prus Książęcych jako symbolem lenna. Oznakę zależności od króla i Korony symbolizowała umieszczona na piersi czarnego pruskiego orła litera S (Sigismundus) oraz korona na jego szyi.
Wydarzenia związane z hołdem pruskim zlikwidowały państwo krzyżackie, czyniąc jego spadkobiercę, świeckie państwo pruskie, krajem zależnym od Polski. Aż do srebrnego wieku, tj. epoki Wazów na tronie Polski zagrożenie z tego kierunku zostało odsunięte i zmarginalizowane, jednak nie zlikwidowane. Dynastia panująca w Prusach wymarła w 1619 roku, zaś Sejm wyraził zgodę na przejęcie tronu przez spokrewnionych elektorów brandenburskich (w obawie przed sojuszem szwedzko-brandenburskim). Od tego momentu władcy Brandenburgii-Prus dążyli do połączenia swoich ziem w jednolite terytorialnie państwo, do czego przeszkodą były ziemie Prus Królewskich. Podczas potopu szwedzkiego w traktatach welawsko-bydgoskich zerwano zależność lenną Prus od Rzeczypospolitej. Pośrednio więc, konsekwencją nieinkorporowania Prus w roku 1525 były rozbiory Polski.
Nie mówi się jednak o tym, bo Polska ma w historię wpisane bycie - jak to określił "Mickiewicz" w trzeciej części "Dziadów" - "Chrystusem narodów". Od wspominania sukcesów odniesionych na tle międzynarodowym, wolimy cierpieć za innych, i upamiętniać wszelkie zbrodnicze, dokonane na naszym narodzie akty nienawiści - rozbiory, hitlerowskie obozy koncentracyjne, Katyń.
Na zagranicznych forach krążą o Polsce opinie tego typu (przetłumaczona z angielskiego):
"Czy dla Polaka to tak błogo, czuć się jak ofiara? Orgazmiczna rozkosz być uważanym za ofiarę ludobójstwa... Ha! Cóż za odrażająca satysfakcja zawsze stawać w roli odwiecznej, pożałowania godnej ofiary, aby tylko pasożytować na uczuciach zamożniejszych sąsiadów... Odrażające" (Oryginalny tekst posta)
Pytam więc: Jak długo i za jaką cenę (gaz już zdrożał) Jarosław Kaczyński chce wsadzać Putinowi i Miedviediewowi palec w oko za zbrodnie sprzed 70 lat, których w dodatku nie oni dokonali? Wyobraźcie sobie reakcję władz rosyjskich nad tablicą w Smoleńsku, z której bije oskarżenie o ludobójstwo. Wczorajsza wzmianka o tym miała charaktery ściśle geograficzny, była zupełnie apolityczna. Ale skoro gramy z Rosją w politykę i odgrzebujemy stare rany, to nie sposób o tym nie wspomnieć.
I oby to był jeden z ostatnich postów na ten temat. Dajcie żyć!
sobota, 9 kwietnia 2011
Rocznicowy
Co prawda rocznica feralnego 10 kwietnia dopiero jutro, ale nasi politycy w dbałości o to, byśmy nie zapomnieli o katastrofie, ciągle wynajdują jakieś sensacje związane z wydarzeniami sprzed roku. Temat jest do obrzydzenia wałkowany, więc co za różnica, czy dziś czy jutro piszę tego posta. Póki PiS i jaśnie Prezes nie uznają, że pamięć Lecha została godnie upamiętniona nie będzie spokoju.
No i znów się wrzawa podniosła, bo Rosjanie podmienili tekst na tablicy w Smoleńsku. Zniknął zapis o tym, że 96 poległych osób zginęło w drodze na uroczystości katyńskie. No jak oni mogli? Ano, mogli. Kto tego nie rozumie - wyjaśniam:
Ich piaskownica - ich zabawki
Tablica leży na terytorium Rosji, polaczki - won. Rosja ma święte prawo do robienia co jej się podoba na swoim własnym terytorium, nie pytając kogokolwiek o zdanie. Zwłaszcza Polski, zwłaszcza rusofoba Kaczyńskiego, przez którego niedbałe podskakiwanie Putinowi mamy gaz, jeśli nie najdroższy, to w pierwszej trójce najwięcej płacących za ten gaz. Komu płacimy? Rosji.
Przyszłe pokolenia Rosjan też niech wiedzą, co się działo
Ze względu takiego samego, jak powyżej nie powinna tam też leżeć tablica tylko w języku Polskim. Bardzo dobrze, że Rosjanie dbają o to, żeby ich rodacy również umieli przeczytać, co się wydarzyło w smoleńskim lesie. Nie tylko ci współcześni, ale potomkowie Rosjan również się doczytają, co upamiętnia ta tablica.
Usunięcie wzmianki o Katyniu
Dla nierozumiejących tego powodu również śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż, jeśli się trochę pomyśli, a nawet (co jest wygodniejsze) nie trzeba myśleć, wystarczy mapa - to raczej oczywistym jest, że ze Smoleńska najbliżej jest do Katynia. Z tego samego powodu jest oczywistym, że jeżeli do Smoleńska udawał się jakiś lot, to raczej na pewno na uroczystości związane z Katyniem. W związku z tym dodawanie tego na tablicy jest zbędne. No chyba, że ktoś w smoleńskim lesie zbierał grzyby, ale to raczej nie jest warte upamiętnienia.
Podobnie nie upamiętniono oficjalnie śmierci rosyjskiej carycy Katarzyny II. Jak zmarła wiadomo, ze źródeł historycznych, nie z nagrobka. Tak na marginesie, nie ma co ukrywać, była to postać o wiele bardziej zasłużona dla swojego narodu, niż ofiary spod Smoleńska.
Wzmiankę o Katyniu usunięto również wzorem innych nagrobków. Na żadnym nie odczytacie dokąd udawały się pochowane osoby, najwyżej okoliczności. Wyobraźcie sobie:
Jan Kowalski
15.02.1937 - 21.07.2010
Żył lat 77
Zmarł potknąwszy się o schody
w drodze po ziemniaki do piwnicy
Pokój jego duszy
To jest tak samo śmieszne i żałosne, jak comiesięczne zgromadzenia na placu prezydenckim, gdzie Lech Kaczyński pracował, jako prezydent. Dlaczego tam trafiają znicze i kwiaty? Czy ktokolwiek z was kładł wieńce pod firmą, w której pracujecie, gdy zdarzała się śmierć kolegi z pracy? Szczerze wątpię.
Czysta polityka. I pomyśleć, że jutro będzie jeszcze gorzej, bo okrągły rok po katastrofie.
No i znów się wrzawa podniosła, bo Rosjanie podmienili tekst na tablicy w Smoleńsku. Zniknął zapis o tym, że 96 poległych osób zginęło w drodze na uroczystości katyńskie. No jak oni mogli? Ano, mogli. Kto tego nie rozumie - wyjaśniam:
Ich piaskownica - ich zabawki
Tablica leży na terytorium Rosji, polaczki - won. Rosja ma święte prawo do robienia co jej się podoba na swoim własnym terytorium, nie pytając kogokolwiek o zdanie. Zwłaszcza Polski, zwłaszcza rusofoba Kaczyńskiego, przez którego niedbałe podskakiwanie Putinowi mamy gaz, jeśli nie najdroższy, to w pierwszej trójce najwięcej płacących za ten gaz. Komu płacimy? Rosji.
Przyszłe pokolenia Rosjan też niech wiedzą, co się działo
Ze względu takiego samego, jak powyżej nie powinna tam też leżeć tablica tylko w języku Polskim. Bardzo dobrze, że Rosjanie dbają o to, żeby ich rodacy również umieli przeczytać, co się wydarzyło w smoleńskim lesie. Nie tylko ci współcześni, ale potomkowie Rosjan również się doczytają, co upamiętnia ta tablica.
Usunięcie wzmianki o Katyniu
Dla nierozumiejących tego powodu również śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż, jeśli się trochę pomyśli, a nawet (co jest wygodniejsze) nie trzeba myśleć, wystarczy mapa - to raczej oczywistym jest, że ze Smoleńska najbliżej jest do Katynia. Z tego samego powodu jest oczywistym, że jeżeli do Smoleńska udawał się jakiś lot, to raczej na pewno na uroczystości związane z Katyniem. W związku z tym dodawanie tego na tablicy jest zbędne. No chyba, że ktoś w smoleńskim lesie zbierał grzyby, ale to raczej nie jest warte upamiętnienia.
Podobnie nie upamiętniono oficjalnie śmierci rosyjskiej carycy Katarzyny II. Jak zmarła wiadomo, ze źródeł historycznych, nie z nagrobka. Tak na marginesie, nie ma co ukrywać, była to postać o wiele bardziej zasłużona dla swojego narodu, niż ofiary spod Smoleńska.
Wzmiankę o Katyniu usunięto również wzorem innych nagrobków. Na żadnym nie odczytacie dokąd udawały się pochowane osoby, najwyżej okoliczności. Wyobraźcie sobie:
Jan Kowalski
15.02.1937 - 21.07.2010
Żył lat 77
Zmarł potknąwszy się o schody
w drodze po ziemniaki do piwnicy
Pokój jego duszy
To jest tak samo śmieszne i żałosne, jak comiesięczne zgromadzenia na placu prezydenckim, gdzie Lech Kaczyński pracował, jako prezydent. Dlaczego tam trafiają znicze i kwiaty? Czy ktokolwiek z was kładł wieńce pod firmą, w której pracujecie, gdy zdarzała się śmierć kolegi z pracy? Szczerze wątpię.
Czysta polityka. I pomyśleć, że jutro będzie jeszcze gorzej, bo okrągły rok po katastrofie.
niedziela, 10 października 2010
Niedzielnie
Zgodnie z tytułem bloga, boli mnie kolejna sprawa. Tym razem krzyż. Bynajmniej nie ten, podtrzymujący moją część ciała na cztery litery, którą nieraz żal ściska, jak się wiadomości czyta. Boli mnie sprawa krzyża, którego temat powstał jakieś pół roku temu, czyli po katastrofie smoleńskiej. Myślałem, że już po sprawie i nie będzie o czym pisać, myliłem się...
Patrząc na plac prezydencki da się zauważyć, jak to określił ktoś z grupy mianującej się "obrońcy krzyża", że "tu był krzyż, a teraz go nie ma". Postawiony przez grupkę harcerzy miał upamiętniać katastrofę z 10 kwietnia. A okazało się, że służył do daleko posuniętych zagrywek politycznych na linii PO - PiS.
Prezydent Bronisław Komorowski po objęciu urzędu postanowił zrobić z tym porządek i przenieść krzyż w bardziej odpowiednie miejsce. Zamiast krzyża w miejscu zgromadzeń została wmurowana tablica. Tłum domagał się upamiętnienia z inicjatywy ekipy rządzącej - to ma. Z tym, że nie sprecyzowano co ma upamiętniać, a tablica na fasadzie pałacu nie upamiętnia de facto ofiar, a fakt gromadzenia się w tym miejscu pogrążonych w żałobie obywateli ("narodu", jak o sobie mówią). Jest tablica? Jest, więc o co chodzi? Zagranie w 10, PiS tym sposobem stracił wszelkie argumenty, że nie dopełniono obowiązku upamiętnienia tragedii. A tak właśnie było - w dodatku zgodnie z prawem, bo krzyż harcerze ustawili bez jakiegokolwiek pozwolenia. Co więcej - czy widzieliście kiedykolwiek krzyż w miejscu pracy kolegi/koleżanki, który z dnia na dzień tragicznie umiera? Ktoś się zbierał pod firmą z tej okazji? No czysta farsa. Ludzie nadal tam tłumnie stoją, przyszli z nowym krzyżem, krzyczą... A niech odstawiają te swoje szopki - do pierwszych mrozów.
Jednak nadal coś nie tak. Wciąż PiSowskie psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Powstaje pomysł wmurowania drugiej tablicy. W katedrze polowej w Warszawie tym razem. Tablica z ziemią smoleńską i nazwiskami tragicznie "poległych" posłów. Niby wszystko dobrze, ale podczas tworzenia napisów w jednym nazwisku wkradła się literówka. Profanacja. Ale chociaż jest to już właściwszy sposób upamiętnienia. Padły zapowiedzi dalszego wznoszenia pomników upamiętniających katastrofę w innych miejscach. Nastroje społeczne nadal mocno napięte, ale rząd wreszcie wrócił do swoich właściwych obowiązków. Choć nie wiadomo kiedy, a były już takie głosy, komuś strzeli do głowy pomysł zmian nazwy ulic na nazwane od ofiar katastrofy. A wtedy zacznie się lawina aktualizacji adresów na dowodach, rachunkach itp. Wszystko na koszt podatnika, który chcąc-niechcąc jest zmuszany to do żałoby, to do ponoszenia konsekwencji decyzji władz państwowych, które za wszelką cenę chce wynieść jak najwyżej człowieka, który tak naprawdę więcej przyniósł Polsce wstydu, niż pożytku. Od momentu zaprzysiężenia na urząd prezydenta, rządził nami i wyleciał do Smoleńska kartofel, kurdupel, Irasaid, Borubar i alkoholik, a wrócił prezydent, mąż
stanu, patriota... KTO PODMIENIŁ CIAŁO?
Dziś mija kolejny miesiąc od katastrofy. Przyzwoitość nakazywałaby osobiście odwiedzić grób zmarłego. Tymczasem dziś, jak i w poprzednich miesiącach każdego 10 dnia, Jarosław nawet nie raczył pofatygować się do Krakowa, by złożyć kwiaty przy grobie. Za to pojawił się w miejscu, gdzie do niedawna stał krzyż i tam złożył wieniec. Rozumiem, że to w ramach polityki taniego państwa, by oszczędzić na wyjeździe. No i przy okazji pokazać się przed kamerami ciągle śledzącymi zamieszanie na placu, które to kamery nie zawsze pokazują faktyczny stan rzeczy (patrz "Solidarni 2010" Pospieszalskiego).
I tak Polska trwa w podziale od pół roku, a księża, którzy zwykle zaglądają nam do łóżek, wypowiadają się w sprawie aborcji, eutanazji i innych kwestii życia, byle by to nie była ochrona zdrowego, żyjącego człowieka - milczą. Nie są w stanie wypowiedzieć się w sprawie symbolu religii, której uczą. Ale największy kościół, czy najwyższy pomnik Jezusa na świecie chce się mieć. Ba!
Podsumowując:
W. Młynarski.
Patrząc na plac prezydencki da się zauważyć, jak to określił ktoś z grupy mianującej się "obrońcy krzyża", że "tu był krzyż, a teraz go nie ma". Postawiony przez grupkę harcerzy miał upamiętniać katastrofę z 10 kwietnia. A okazało się, że służył do daleko posuniętych zagrywek politycznych na linii PO - PiS.
Prezydent Bronisław Komorowski po objęciu urzędu postanowił zrobić z tym porządek i przenieść krzyż w bardziej odpowiednie miejsce. Zamiast krzyża w miejscu zgromadzeń została wmurowana tablica. Tłum domagał się upamiętnienia z inicjatywy ekipy rządzącej - to ma. Z tym, że nie sprecyzowano co ma upamiętniać, a tablica na fasadzie pałacu nie upamiętnia de facto ofiar, a fakt gromadzenia się w tym miejscu pogrążonych w żałobie obywateli ("narodu", jak o sobie mówią). Jest tablica? Jest, więc o co chodzi? Zagranie w 10, PiS tym sposobem stracił wszelkie argumenty, że nie dopełniono obowiązku upamiętnienia tragedii. A tak właśnie było - w dodatku zgodnie z prawem, bo krzyż harcerze ustawili bez jakiegokolwiek pozwolenia. Co więcej - czy widzieliście kiedykolwiek krzyż w miejscu pracy kolegi/koleżanki, który z dnia na dzień tragicznie umiera? Ktoś się zbierał pod firmą z tej okazji? No czysta farsa. Ludzie nadal tam tłumnie stoją, przyszli z nowym krzyżem, krzyczą... A niech odstawiają te swoje szopki - do pierwszych mrozów.
Jednak nadal coś nie tak. Wciąż PiSowskie psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Powstaje pomysł wmurowania drugiej tablicy. W katedrze polowej w Warszawie tym razem. Tablica z ziemią smoleńską i nazwiskami tragicznie "poległych" posłów. Niby wszystko dobrze, ale podczas tworzenia napisów w jednym nazwisku wkradła się literówka. Profanacja. Ale chociaż jest to już właściwszy sposób upamiętnienia. Padły zapowiedzi dalszego wznoszenia pomników upamiętniających katastrofę w innych miejscach. Nastroje społeczne nadal mocno napięte, ale rząd wreszcie wrócił do swoich właściwych obowiązków. Choć nie wiadomo kiedy, a były już takie głosy, komuś strzeli do głowy pomysł zmian nazwy ulic na nazwane od ofiar katastrofy. A wtedy zacznie się lawina aktualizacji adresów na dowodach, rachunkach itp. Wszystko na koszt podatnika, który chcąc-niechcąc jest zmuszany to do żałoby, to do ponoszenia konsekwencji decyzji władz państwowych, które za wszelką cenę chce wynieść jak najwyżej człowieka, który tak naprawdę więcej przyniósł Polsce wstydu, niż pożytku. Od momentu zaprzysiężenia na urząd prezydenta, rządził nami i wyleciał do Smoleńska kartofel, kurdupel, Irasaid, Borubar i alkoholik, a wrócił prezydent, mąż
stanu, patriota... KTO PODMIENIŁ CIAŁO?
Dziś mija kolejny miesiąc od katastrofy. Przyzwoitość nakazywałaby osobiście odwiedzić grób zmarłego. Tymczasem dziś, jak i w poprzednich miesiącach każdego 10 dnia, Jarosław nawet nie raczył pofatygować się do Krakowa, by złożyć kwiaty przy grobie. Za to pojawił się w miejscu, gdzie do niedawna stał krzyż i tam złożył wieniec. Rozumiem, że to w ramach polityki taniego państwa, by oszczędzić na wyjeździe. No i przy okazji pokazać się przed kamerami ciągle śledzącymi zamieszanie na placu, które to kamery nie zawsze pokazują faktyczny stan rzeczy (patrz "Solidarni 2010" Pospieszalskiego).
I tak Polska trwa w podziale od pół roku, a księża, którzy zwykle zaglądają nam do łóżek, wypowiadają się w sprawie aborcji, eutanazji i innych kwestii życia, byle by to nie była ochrona zdrowego, żyjącego człowieka - milczą. Nie są w stanie wypowiedzieć się w sprawie symbolu religii, której uczą. Ale największy kościół, czy najwyższy pomnik Jezusa na świecie chce się mieć. Ba!
Podsumowując:
Dopóki chętnych na cokoły nie ma zbyt wielu kandydatów (...) - przetrwamy
W. Młynarski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)