Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
piątek, 9 września 2011
Mamy do czynienia z...
"Mamy do czynienia z satanistą."
Tak o Nergalu wypowiedział się, tfu, arcybiskup Głódź. Za sprawą jego, znaczy Nergala, udziału w programie telewizyjnym.
A ja wam powiem - Mamy do czynienia z hipokryzją.
Po pierwsze - program "The Voice Of Poland. Najlepszy głos", bo o nim mowa, nie jest miejscem na manifestowanie ani swoich przekonań religijnych, ani preferencji seksualnych. W programie mają być oceniane umiejętności wokalne uczestników. Nergal jako dysponujący całkiem dobrze brzmiącym głosem i odnoszący się w swojej twórczości do brzmień i tematów skrajnie odbiegających od słodkiego pierdzenia o miłości w rytm umc-umc, jest tam jak najbardziej na miejscu. Atak na jego przekonania i próba ocenzurowania jest jak najbardziej nieuzasadniona, bo nie o to w tym programie chodzi. Poza tym każdy przed telewizorem może w momencie transmisji programu wybrać inny kanał. Na pewno wymaga to mniejszego wysiłku intelektualnego niż próba wytłumaczenia księdzu, że się myli.
Po drugie - skoro tak niepożądanym w sferze publicznej jest Nergal, to dlaczego Głódź ominął w tej kwestii Piasecznego, który też tam bierze udział? Nie wierzę w przypadek, że oberwało się sataniście, bo satanista, a na temat geja ani słowa. Oficjalny stosunek kościoła do homoseksualizmu jest raczej znany, ale jak można wyczytać między wierszami "ręka rękę myje, noga nogę wspiera". Bardziej prawdopodobne natomiast jest, że bajeczka o początku ludzkości, zainicjowanym przez raptem dwoje ludzi, wędrownym nauczycielu przemieniającym wodę w wino, mnożącym ryby i chleb, i wreszcie ginącym z woli swego ojca (sic!) za nasze grzechy, jest już nieco podstarzała, jak wczorajsze bułki w delikatesach. Kiedyś coś, co było biblijnym cudem, można wytłumaczyć naukowo. I do ludzi coraz częściej przemawia nauka. Poza tym to nauka kształtuje dzisiejszy świat. Religia ze swoim systemem wartości jest hamulcem postępu, nie oszukujmy się.
Po trzecie - jakim prawem człowiek reprezentujący, jak na ironię nawiążę do słów Nergala, "największą zbrodniczą organizację na świecie", odbiera prawo do uczestnictwa w życiu publicznym "sataniście"? Człowiek ma dopiero trochę ponad 30 lat, głośno się o nim zrobiło od około lat 3. Wyleczył się z białaczki, choć niewierzący. Nie mówiąc o tym, że przed nim satanistów poza życiem publicznym było na pęczki. Natomiast kościół katolicki od dwóch tysięcy lat widać na każdym kroku. W dodatku na mocy konkordatu, który należałoby spalić, utrzymywany jest z budżetu państwa, nie odprowadza podatków, i wrzyna się w przestrzeń publiczną nie gorzej, jak w dupę stringi. Przy każdym śmietniku kościół, w urzędach krzyże, w Świebodzinie najwyższy na świecie pomnik Jezusa, doskonały wskaźnik poziomu EGO naszych hierarchów kościelnych i obraz mentalności wierzących - w środku pusto, z wierzchu - beton. Nie wspomnę o organizowaniu procesji, pielgrzymek, obstawianych przez finansowaną z kas miejskich policję, związane z tym utrudnienia w ruchu na drogach. Wszystko to za publiczne pieniądze.
I wy chcecie odsuwać ateistów ze sfery publicznej? Niedoczekanie!
piątek, 1 kwietnia 2011
Zwyrodnialczo i obrazoburczo
Moderacja Wirtualnej Polski ma najwyraźniej pełne ręce roboty, bo wrzucili ciekawy temat, a komentarze takie, że ręce i nogi opadają. Zastanawiam się, czy odrzucają jakieś naprawdę sensowne wypowiedzi, czy siedzą i odfiltrowują totalne bzdury, łańcuszki, reklamy i prowokacje.
Ukazał się artykuł, w którym kobiety zaczęły masowo się przyznawać, taki "coming out", jak już jedna zacznie to poszły konie po betonie. A zaczęły się przyznawać do tego, że pochodzą z kazirodczych związków. I zaraz, jak to w naszym teoretycznie świeckim kraju, gdzie krzyż może wisieć, tam zaraz wisi, choć tylko może, rozpętała się dyskusja. Zaczęli ludzie, którzy dopatrzyli się kazirodztwa w Biblii. Oczywiście wielce urażeni wierzący nie mogli nie pozostać bez odpowiedzi. Oczywiście się skompromitowali. Ale czy to pierwszy raz?
Kościół, czyli księża i ich stada bara... owieczek, wierzących... interpretują biblijne historie, jak im wiatr zawieje. Raz nauczają, że dosłownie, a raz, że to tylko przypowieści do interpretacji, żeby uniknąć ognia trudnych pytań i wątpliwości. Ale żeby mieć takie pytania i wątpliwości trzeba najpierw myśleć, a kościół nie jest instytucją od myślenia, tylko od ślepej wiary i zabobonów. Tak ksiądz powiedział i tak ma być.
Stwierdzenie: Czystość genów umożliwiała kazirodztwo.
Odpowiedź: Jaka czystość, jakich genów? Ludzie piszący księgę rodzaju nawet nie zastanawiali się, czy Ziemia, którą przemierzają jest płaska, na wszelkie choroby lekiem była modlitwa, zamiast pigułki nafaszerowanej chemią, a wy mi tu czystości genów wyjeżdżacie. Oni nawet o tym nie słyszeli.
Stwierdzenie: Adam i Ewa nie byli jedynymi ludźmi stworzonymi przez Boga bezpośrednio.
O: Oczywiście, że nie byli! W takim razie Biblia już od księgi rodzaju kłamie, przepraszam, zataja prawdę. Bóg katolicki musiał stworzyć więcej ludzi, o których nie wspomniano. O czym więc jeszcze nie wspomniano w Biblii? Strach pomyśleć. Badaczy odsyłam do apokryfów.
Jest też inne rozwiązanie i aby samodzielnie dowieść słuszności uzasadnienia, dlaczego jest dużo bardziej prawdopodobne, sam wam wydam pewne "przykazanie". Dla wszystkiego postaram się, by miało podniosły, biblijny ton. Oto i ono:
Przeczytawszy, zastanówcie się, które przykazanie wam to przypomina. Jeśli nie potraficie skojarzyć, to dalej zastanówcie się, czy podczas czytania choćby przez chwilę nie przeszła wam przez głowę myśl, czy w ogóle w świetle posiadanej przez was wiedzy o waszej rodzinie i pochodzeniu, jest możliwe złamanie tego przykazania? A jeśli jest, to jak drastycznie wpłynie na postrzeganie przez was rzeczywistości. Gdybyście nie mieli drugiej matki i drugiego ojca, nikt by wam nie mówił "Nie będziesz poszukiwał". Identycznie sprawa ma się z przykazaniem, do którego jest to nawiązanie - "Nie będziesz miał innych bogów przede mną". Tym zakazem Bóg sam daje znać swoim wyznawcom, że nie jest jedynym.
Tak więc mamy do czynienia z ewidentnym kazirodztwem, a jeśli nie to z łatwością dającym się obalić twierdzeniem, że religia chrześcijańska jest monoteistyczna.
Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz kościół robi wiernych w balona :)
--
Pozdrawiam przy okazji ewentualnych przybyłych czytelników racjonalisty, jeśli tu trafili i dostrzegli podobieństwo między powyższym tekstem, a jednym z tekstów stamtąd ;)
Ukazał się artykuł, w którym kobiety zaczęły masowo się przyznawać, taki "coming out", jak już jedna zacznie to poszły konie po betonie. A zaczęły się przyznawać do tego, że pochodzą z kazirodczych związków. I zaraz, jak to w naszym teoretycznie świeckim kraju, gdzie krzyż może wisieć, tam zaraz wisi, choć tylko może, rozpętała się dyskusja. Zaczęli ludzie, którzy dopatrzyli się kazirodztwa w Biblii. Oczywiście wielce urażeni wierzący nie mogli nie pozostać bez odpowiedzi. Oczywiście się skompromitowali. Ale czy to pierwszy raz?
Kościół, czyli księża i ich stada bara... owieczek, wierzących... interpretują biblijne historie, jak im wiatr zawieje. Raz nauczają, że dosłownie, a raz, że to tylko przypowieści do interpretacji, żeby uniknąć ognia trudnych pytań i wątpliwości. Ale żeby mieć takie pytania i wątpliwości trzeba najpierw myśleć, a kościół nie jest instytucją od myślenia, tylko od ślepej wiary i zabobonów. Tak ksiądz powiedział i tak ma być.
Stwierdzenie: Czystość genów umożliwiała kazirodztwo.
Odpowiedź: Jaka czystość, jakich genów? Ludzie piszący księgę rodzaju nawet nie zastanawiali się, czy Ziemia, którą przemierzają jest płaska, na wszelkie choroby lekiem była modlitwa, zamiast pigułki nafaszerowanej chemią, a wy mi tu czystości genów wyjeżdżacie. Oni nawet o tym nie słyszeli.
Stwierdzenie: Adam i Ewa nie byli jedynymi ludźmi stworzonymi przez Boga bezpośrednio.
O: Oczywiście, że nie byli! W takim razie Biblia już od księgi rodzaju kłamie, przepraszam, zataja prawdę. Bóg katolicki musiał stworzyć więcej ludzi, o których nie wspomniano. O czym więc jeszcze nie wspomniano w Biblii? Strach pomyśleć. Badaczy odsyłam do apokryfów.
Jest też inne rozwiązanie i aby samodzielnie dowieść słuszności uzasadnienia, dlaczego jest dużo bardziej prawdopodobne, sam wam wydam pewne "przykazanie". Dla wszystkiego postaram się, by miało podniosły, biblijny ton. Oto i ono:
Nie będziesz poszukiwał innego ojca i innej matki, ani żadnych innych rodziców niż ci, z których powstałeś z połączenia ich komórek płciowych.
Przeczytawszy, zastanówcie się, które przykazanie wam to przypomina. Jeśli nie potraficie skojarzyć, to dalej zastanówcie się, czy podczas czytania choćby przez chwilę nie przeszła wam przez głowę myśl, czy w ogóle w świetle posiadanej przez was wiedzy o waszej rodzinie i pochodzeniu, jest możliwe złamanie tego przykazania? A jeśli jest, to jak drastycznie wpłynie na postrzeganie przez was rzeczywistości. Gdybyście nie mieli drugiej matki i drugiego ojca, nikt by wam nie mówił "Nie będziesz poszukiwał". Identycznie sprawa ma się z przykazaniem, do którego jest to nawiązanie - "Nie będziesz miał innych bogów przede mną". Tym zakazem Bóg sam daje znać swoim wyznawcom, że nie jest jedynym.
Tak więc mamy do czynienia z ewidentnym kazirodztwem, a jeśli nie to z łatwością dającym się obalić twierdzeniem, że religia chrześcijańska jest monoteistyczna.
Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz kościół robi wiernych w balona :)
--
Pozdrawiam przy okazji ewentualnych przybyłych czytelników racjonalisty, jeśli tu trafili i dostrzegli podobieństwo między powyższym tekstem, a jednym z tekstów stamtąd ;)
czwartek, 21 października 2010
In-vitro
Dla niezorientowanych (choć zakładam, że nie powinni tego czytać tacy) szybka definicja, a właściwie sposób powstawania "dziecka z probówki":
Potrzebne są:
- nasienie od ojca
- komórka jajowa matki biologicznej
- grupa naukowców, którzy sztucznie połączą w/w i rozmnożą kilka zarodków
- matka, która urodzi dziecko
- (opcjonalnie) rodzice nowo narodzonego dziecka
A tak to się robi:
- pobiera się komórki od mężczyzny i kobiety (która po kuracji farmakologicznej jest w stanie wyprodukować ich więcej niż jedną)
- w laboratorium łączy się w zygotę
- zygota jest następnie rozmnażana i z każdej powstaje zarodek
- zarodki nie nadające się do dalszego rozwoju, ze względu na stwierdzone wady genetyczne są, mówiąc bez ogródek, likwidowane
- jeden z zarodków jest wszczepiany matce, która od tej pory jest nosicielką ciąży zainicjowanej zewnętrznym zapłodnieniem; dziecko przychodzi na świat w wyniku zwykłego porodu po 9 miesiącach
Tak to mniej więcej się przedstawia. A teraz do rzeczy, czyli co mnie w tym boli - głównie pretensje środowisk katolickich co do zgody in vitro z etyką.
Zabijanie. Podstawowy argument przeciw in-vitro. Chodziło o to, że giną zapłodnione żywe, komórki, a więc poczęte, ale nienarodzone jeszcze dzieci, których to tak broni kościół. Ich łatwiej bronić, bo wystarczy trochę pokrzyczeć, zaszantażować (brak chrztu, ślubu itp). Nad narodzonymi łatwiej się pochylić ze słowami "módlmy się", a jeszcze lepiej wykorzystać, za Snickersa. Narodzony człowiek z czasem ma coraz więcej do powiedzenia i o ile w porę nie zrobi mu się prania mózgu, staje się niewygodny dla kościoła.
A niewygodny dla kościoła człowiek, to człowiek myślący samodzielnie, lubiący zadawać pytania typu: czy ksiądz wie, ile on sam średnio zrzuca naskórka w ciągu życia? 19 kilogramów! Ile to było kiedyś żywych komórek... Ludobójstwo, podobnie jak kobieta wypluwająca nasienie po zaspokojeniu mężczyzny oralnie jest morderczynią (bo gdyby połknęła, byłaby kanibalem). Niestety według kościoła pojedyncza komórka nie jest człowiekiem. A wracając do zabijania kompletnych zygot - czy człowiek, który je stworzył nie powinien mieć moralnie prawa do zabicia stworzonej przez siebie istoty? Jest jej panem, dokładnie tak samo, jak Bóg, do którego wierni zwracają się "Panie". Gdy umiera człowiek wierzący, często słyszy się, że "Bóg tak chciał" (co, tak na marginesie, w przypadku tragicznych śmierci jest obłudą do kwadratu). Niech więc zabicie zygoty będzie podyktowane tym, że "człowiek tak chciał", zwłaszcza że sztucznie stworzona zygota powstaje bez udziału Boga (bo nie powstała w wyniku aktu płciowego, będącego przejawem miłości kobiety i mężczyzny, a tylko takie poczęcie "podoba się Bogu"). Po co wpychać na siłę religię do nauki? Kościół to usilnie robi, szukając argumentów przeciw in vitro. Oto i kolejny.
Ustalenie rodzicielstwa. Kim są zdaniem kościoła rodzice dziecka "z probówki"? Ojcem jest dawca nasienia - bez wątpienia jedna osoba. Z matką sprawa jest bardziej skomplikowana - bezpłodna matka, pragnąca mieć dziecko;matka nosicielka, której zadaniem jest wydanie na świat potomka, i opcjonalna - zastępcza, która będzie miała znaczenie w przypadku, gdy matka nosicielka nie zgodzi się na zabicie pozostałych zygot.
Z rodzicielstwem dziecka poczętego "po bożemu" sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Ojcowie: biologiczny, chrzestny, Bóg Ojciec (ewentualnie wszystkie 3 osoby boskie), Ojciec Święty zwany Papieżem. Matki: biologiczna, chrzestna.
Podsumowując, żeby się nie zgubić:
In vitro: dwie lub trzy matki, jeden ojciec, który w dodatku często pozostaje anonimowy, jeśli nasienie przekazuje specjalny bank je przechowujący.
Naturalne poczęcie: dwie matki, od 4 do 6 ojców, z których w jednego (a nawet jego 3 osoby) musisz wierzyć, inaczej spłoniesz w piekle, a drugi jest wybierany w drodze pontyfikatu.
Proponuję więc najpierw usunąć belkę z własnego oka, zanim się dostrzeże drzazgę w cudzym.
Pozdrawiam
AKTUALIZACJA!
LINK: Komentarz pierwszej ateistki RP - prof. Joanny Senyszyn
Potrzebne są:
- nasienie od ojca
- komórka jajowa matki biologicznej
- grupa naukowców, którzy sztucznie połączą w/w i rozmnożą kilka zarodków
- matka, która urodzi dziecko
- (opcjonalnie) rodzice nowo narodzonego dziecka
A tak to się robi:
- pobiera się komórki od mężczyzny i kobiety (która po kuracji farmakologicznej jest w stanie wyprodukować ich więcej niż jedną)
- w laboratorium łączy się w zygotę
- zygota jest następnie rozmnażana i z każdej powstaje zarodek
- zarodki nie nadające się do dalszego rozwoju, ze względu na stwierdzone wady genetyczne są, mówiąc bez ogródek, likwidowane
- jeden z zarodków jest wszczepiany matce, która od tej pory jest nosicielką ciąży zainicjowanej zewnętrznym zapłodnieniem; dziecko przychodzi na świat w wyniku zwykłego porodu po 9 miesiącach
Tak to mniej więcej się przedstawia. A teraz do rzeczy, czyli co mnie w tym boli - głównie pretensje środowisk katolickich co do zgody in vitro z etyką.
Zabijanie. Podstawowy argument przeciw in-vitro. Chodziło o to, że giną zapłodnione żywe, komórki, a więc poczęte, ale nienarodzone jeszcze dzieci, których to tak broni kościół. Ich łatwiej bronić, bo wystarczy trochę pokrzyczeć, zaszantażować (brak chrztu, ślubu itp). Nad narodzonymi łatwiej się pochylić ze słowami "módlmy się", a jeszcze lepiej wykorzystać, za Snickersa. Narodzony człowiek z czasem ma coraz więcej do powiedzenia i o ile w porę nie zrobi mu się prania mózgu, staje się niewygodny dla kościoła.
A niewygodny dla kościoła człowiek, to człowiek myślący samodzielnie, lubiący zadawać pytania typu: czy ksiądz wie, ile on sam średnio zrzuca naskórka w ciągu życia? 19 kilogramów! Ile to było kiedyś żywych komórek... Ludobójstwo, podobnie jak kobieta wypluwająca nasienie po zaspokojeniu mężczyzny oralnie jest morderczynią (bo gdyby połknęła, byłaby kanibalem). Niestety według kościoła pojedyncza komórka nie jest człowiekiem. A wracając do zabijania kompletnych zygot - czy człowiek, który je stworzył nie powinien mieć moralnie prawa do zabicia stworzonej przez siebie istoty? Jest jej panem, dokładnie tak samo, jak Bóg, do którego wierni zwracają się "Panie". Gdy umiera człowiek wierzący, często słyszy się, że "Bóg tak chciał" (co, tak na marginesie, w przypadku tragicznych śmierci jest obłudą do kwadratu). Niech więc zabicie zygoty będzie podyktowane tym, że "człowiek tak chciał", zwłaszcza że sztucznie stworzona zygota powstaje bez udziału Boga (bo nie powstała w wyniku aktu płciowego, będącego przejawem miłości kobiety i mężczyzny, a tylko takie poczęcie "podoba się Bogu"). Po co wpychać na siłę religię do nauki? Kościół to usilnie robi, szukając argumentów przeciw in vitro. Oto i kolejny.
Ustalenie rodzicielstwa. Kim są zdaniem kościoła rodzice dziecka "z probówki"? Ojcem jest dawca nasienia - bez wątpienia jedna osoba. Z matką sprawa jest bardziej skomplikowana - bezpłodna matka, pragnąca mieć dziecko;matka nosicielka, której zadaniem jest wydanie na świat potomka, i opcjonalna - zastępcza, która będzie miała znaczenie w przypadku, gdy matka nosicielka nie zgodzi się na zabicie pozostałych zygot.
Z rodzicielstwem dziecka poczętego "po bożemu" sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Ojcowie: biologiczny, chrzestny, Bóg Ojciec (ewentualnie wszystkie 3 osoby boskie), Ojciec Święty zwany Papieżem. Matki: biologiczna, chrzestna.
Podsumowując, żeby się nie zgubić:
In vitro: dwie lub trzy matki, jeden ojciec, który w dodatku często pozostaje anonimowy, jeśli nasienie przekazuje specjalny bank je przechowujący.
Naturalne poczęcie: dwie matki, od 4 do 6 ojców, z których w jednego (a nawet jego 3 osoby) musisz wierzyć, inaczej spłoniesz w piekle, a drugi jest wybierany w drodze pontyfikatu.
Proponuję więc najpierw usunąć belkę z własnego oka, zanim się dostrzeże drzazgę w cudzym.
Pozdrawiam
AKTUALIZACJA!
LINK: Komentarz pierwszej ateistki RP - prof. Joanny Senyszyn
niedziela, 19 września 2010
Słowo wstępu
Przeglądając dzisiaj Onet, pomyślałem sobie, że po co ja właściwie mam wdawać się w dyskusje z ludźmi piszącymi ewidentne głupoty w komentarzach pod artykułami, skoro mogę efekty swoich przemyśleń publikować zupełnie niezależnie. Obowiązuje więc tu wolność słowa, wyznania i poglądów w pełnym tego słowa znaczeniu.
Ponadto treść tego bloga wolna jest (i będzie) od poglądów politycznych, czy religijnych moderatora na onecie, który puszcza, lub nie, moje komentarze pisane w odpowiedzi na to, co tam ludzie wypisują. A wypisują takie głupoty, że nie sposób przejść obok tego obojętnie. Już nawet mam pewną w miarę świeżą sytuację. Tu nawet mam więcej miejsca na wypisanie się. Dobrą okazją byłby cały cyrk z krzyżem i upamiętnieniem ofiar. Zobaczymy co się jeszcze wydarzy. Na pewno coś wartego skomentowania.
--
Ostatnio wdałem się w dyskusję pod artykułem, w którym poruszony został temat orientacji seksualnej człowieka. Chodziło konkretnie o jej leczenie. Zdesperowany młodzieniec napisał list, że zauważa u siebie pociąg do kolegów, pytając jednocześnie, czy można to u niego wyleczyć? Odpowiedział mu Pan, z całym szacunkiem doktor, Andrzej Depko (widzowie programu "Bez Tabu" z WPTv powinni go kojarzyć, choć pewnie bardziej przyglądali się pani prowadzącej, to tak nawiasem mówiąc). I tenże Pan stwierdził, co następuje (cytat):
"Przyczyny rozwoju orientacji homoseksualnej są bardzo zróżnicowane
i obejmują: czynniki biologiczne, rodzinne osobowościowe, sytuacyjne, środowiskowe
lub są mechanizmem obronnym (ucieczka w homoseksualizm).
Nie będę rozwijał w tym miejscu szczegółowo wszystkich determinant."
Warto w tym miejscu zwrócić na ostatnie zdanie, bo być może Pan doktor pominął to, co ostatnio odkryto. Skoro ktoś tytułuje siebie doktorem seksuologii, to zakładam, że z doniesieniami naukowymi z tej dziedziny jest na bieżąco. A ostatnio odkryto, że - uwaga - mysz poddana modyfikacji jednego genu zmienia orientację seksualną! Czyżby profesor, mniej lub bardziej świadomie, pominął to, wymieniając czynniki wpływające na rozwój orientacji homoseksualnej? Sądzę, że grono naukowców jest bardziej wiarygodnym źródłem wiedzy w jakimkolwiek zakresie. Poza tym, czy skoro jest to warunkowane genetycznie i nie jest kwalifikowane jako niepełnosprawność, czy inna choroba utrudniająca samodzielną egzystencję (np. zespół Downa, Alzheimera), to czy powinniśmy to leczyć?
Genetycznie uwarunkowane jest również to czy człowiek jest lewo-, lub praworęczny. Mój tata jest praworęczny, ja i mama - leworęczni. Mamy się leczyć z tego powodu? Nie sądzę. Tego typu cech genetycznych się po prostu nie leczy. Wyjdźmy i wykrzyczmy ludziom, że:
My ludzie leworęczni domagamy się poręczy na schodach po lewej stronie, przestawcie nam kierownice w aucie (i przy okazji ruch drogowy), zakładajcie struny w gitarze na lewą rękę, czy też przemontujcie drzwi z lewych na prawe!
A wy - praworęczni - będziecie nam podawać lewą rękę na przywitanie!!!
Większego absurdu nie jestem w stanie wymyślić. Ale tak samo absurdalnie to wygląda ze strony homoseksualistów. Organizowane są publiczne demonstracje, chronione przez policję finansowaną z pieniędzy podatnika. Dzieci patrzą, biorą przykład, a potem mają pretensje do całego świata, że nie są społecznie akceptowalni. Może ja się obrażę na cały świat, bo muszę trzymać gitarę prawą ręką? Nie! Po prostu biorę ją w prawą i się uczę grać.
Na koniec mam dwie rady, pierwszą do katolików zabierających głos w sprawie i podważających wiarygodność wiedzy naukowej, i drugą - do innych homoseksualistów :
1 rada, apel - Katoliku, nie wypowiadaj się, bo mówiąc o tzw. dowodach naukowych brzmisz jak etiopskie dziecko z opuchlizną głodową wypowiadające się na temat holenderskiej wołowiny. Zamiast Biblii lepiej użyj Google i wpisz "gen orientacji seksualnej". Pozdrawiam
Powyższe tyczy się również komentowania innych dokonań naukowych przez środowiska zbliżone do Katolickich.
2 rada - Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one
Pozdrawiam
Ponadto treść tego bloga wolna jest (i będzie) od poglądów politycznych, czy religijnych moderatora na onecie, który puszcza, lub nie, moje komentarze pisane w odpowiedzi na to, co tam ludzie wypisują. A wypisują takie głupoty, że nie sposób przejść obok tego obojętnie. Już nawet mam pewną w miarę świeżą sytuację. Tu nawet mam więcej miejsca na wypisanie się. Dobrą okazją byłby cały cyrk z krzyżem i upamiętnieniem ofiar. Zobaczymy co się jeszcze wydarzy. Na pewno coś wartego skomentowania.
--
Ostatnio wdałem się w dyskusję pod artykułem, w którym poruszony został temat orientacji seksualnej człowieka. Chodziło konkretnie o jej leczenie. Zdesperowany młodzieniec napisał list, że zauważa u siebie pociąg do kolegów, pytając jednocześnie, czy można to u niego wyleczyć? Odpowiedział mu Pan, z całym szacunkiem doktor, Andrzej Depko (widzowie programu "Bez Tabu" z WPTv powinni go kojarzyć, choć pewnie bardziej przyglądali się pani prowadzącej, to tak nawiasem mówiąc). I tenże Pan stwierdził, co następuje (cytat):
"Przyczyny rozwoju orientacji homoseksualnej są bardzo zróżnicowane
i obejmują: czynniki biologiczne, rodzinne osobowościowe, sytuacyjne, środowiskowe
lub są mechanizmem obronnym (ucieczka w homoseksualizm).
Nie będę rozwijał w tym miejscu szczegółowo wszystkich determinant."
Warto w tym miejscu zwrócić na ostatnie zdanie, bo być może Pan doktor pominął to, co ostatnio odkryto. Skoro ktoś tytułuje siebie doktorem seksuologii, to zakładam, że z doniesieniami naukowymi z tej dziedziny jest na bieżąco. A ostatnio odkryto, że - uwaga - mysz poddana modyfikacji jednego genu zmienia orientację seksualną! Czyżby profesor, mniej lub bardziej świadomie, pominął to, wymieniając czynniki wpływające na rozwój orientacji homoseksualnej? Sądzę, że grono naukowców jest bardziej wiarygodnym źródłem wiedzy w jakimkolwiek zakresie. Poza tym, czy skoro jest to warunkowane genetycznie i nie jest kwalifikowane jako niepełnosprawność, czy inna choroba utrudniająca samodzielną egzystencję (np. zespół Downa, Alzheimera), to czy powinniśmy to leczyć?
Genetycznie uwarunkowane jest również to czy człowiek jest lewo-, lub praworęczny. Mój tata jest praworęczny, ja i mama - leworęczni. Mamy się leczyć z tego powodu? Nie sądzę. Tego typu cech genetycznych się po prostu nie leczy. Wyjdźmy i wykrzyczmy ludziom, że:
My ludzie leworęczni domagamy się poręczy na schodach po lewej stronie, przestawcie nam kierownice w aucie (i przy okazji ruch drogowy), zakładajcie struny w gitarze na lewą rękę, czy też przemontujcie drzwi z lewych na prawe!
A wy - praworęczni - będziecie nam podawać lewą rękę na przywitanie!!!
Większego absurdu nie jestem w stanie wymyślić. Ale tak samo absurdalnie to wygląda ze strony homoseksualistów. Organizowane są publiczne demonstracje, chronione przez policję finansowaną z pieniędzy podatnika. Dzieci patrzą, biorą przykład, a potem mają pretensje do całego świata, że nie są społecznie akceptowalni. Może ja się obrażę na cały świat, bo muszę trzymać gitarę prawą ręką? Nie! Po prostu biorę ją w prawą i się uczę grać.
Na koniec mam dwie rady, pierwszą do katolików zabierających głos w sprawie i podważających wiarygodność wiedzy naukowej, i drugą - do innych homoseksualistów :
1 rada, apel - Katoliku, nie wypowiadaj się, bo mówiąc o tzw. dowodach naukowych brzmisz jak etiopskie dziecko z opuchlizną głodową wypowiadające się na temat holenderskiej wołowiny. Zamiast Biblii lepiej użyj Google i wpisz "gen orientacji seksualnej". Pozdrawiam
Powyższe tyczy się również komentowania innych dokonań naukowych przez środowiska zbliżone do Katolickich.
2 rada - Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)