Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność słowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolność słowa. Pokaż wszystkie posty
piątek, 9 września 2011
Mamy do czynienia z...
"Mamy do czynienia z satanistą."
Tak o Nergalu wypowiedział się, tfu, arcybiskup Głódź. Za sprawą jego, znaczy Nergala, udziału w programie telewizyjnym.
A ja wam powiem - Mamy do czynienia z hipokryzją.
Po pierwsze - program "The Voice Of Poland. Najlepszy głos", bo o nim mowa, nie jest miejscem na manifestowanie ani swoich przekonań religijnych, ani preferencji seksualnych. W programie mają być oceniane umiejętności wokalne uczestników. Nergal jako dysponujący całkiem dobrze brzmiącym głosem i odnoszący się w swojej twórczości do brzmień i tematów skrajnie odbiegających od słodkiego pierdzenia o miłości w rytm umc-umc, jest tam jak najbardziej na miejscu. Atak na jego przekonania i próba ocenzurowania jest jak najbardziej nieuzasadniona, bo nie o to w tym programie chodzi. Poza tym każdy przed telewizorem może w momencie transmisji programu wybrać inny kanał. Na pewno wymaga to mniejszego wysiłku intelektualnego niż próba wytłumaczenia księdzu, że się myli.
Po drugie - skoro tak niepożądanym w sferze publicznej jest Nergal, to dlaczego Głódź ominął w tej kwestii Piasecznego, który też tam bierze udział? Nie wierzę w przypadek, że oberwało się sataniście, bo satanista, a na temat geja ani słowa. Oficjalny stosunek kościoła do homoseksualizmu jest raczej znany, ale jak można wyczytać między wierszami "ręka rękę myje, noga nogę wspiera". Bardziej prawdopodobne natomiast jest, że bajeczka o początku ludzkości, zainicjowanym przez raptem dwoje ludzi, wędrownym nauczycielu przemieniającym wodę w wino, mnożącym ryby i chleb, i wreszcie ginącym z woli swego ojca (sic!) za nasze grzechy, jest już nieco podstarzała, jak wczorajsze bułki w delikatesach. Kiedyś coś, co było biblijnym cudem, można wytłumaczyć naukowo. I do ludzi coraz częściej przemawia nauka. Poza tym to nauka kształtuje dzisiejszy świat. Religia ze swoim systemem wartości jest hamulcem postępu, nie oszukujmy się.
Po trzecie - jakim prawem człowiek reprezentujący, jak na ironię nawiążę do słów Nergala, "największą zbrodniczą organizację na świecie", odbiera prawo do uczestnictwa w życiu publicznym "sataniście"? Człowiek ma dopiero trochę ponad 30 lat, głośno się o nim zrobiło od około lat 3. Wyleczył się z białaczki, choć niewierzący. Nie mówiąc o tym, że przed nim satanistów poza życiem publicznym było na pęczki. Natomiast kościół katolicki od dwóch tysięcy lat widać na każdym kroku. W dodatku na mocy konkordatu, który należałoby spalić, utrzymywany jest z budżetu państwa, nie odprowadza podatków, i wrzyna się w przestrzeń publiczną nie gorzej, jak w dupę stringi. Przy każdym śmietniku kościół, w urzędach krzyże, w Świebodzinie najwyższy na świecie pomnik Jezusa, doskonały wskaźnik poziomu EGO naszych hierarchów kościelnych i obraz mentalności wierzących - w środku pusto, z wierzchu - beton. Nie wspomnę o organizowaniu procesji, pielgrzymek, obstawianych przez finansowaną z kas miejskich policję, związane z tym utrudnienia w ruchu na drogach. Wszystko to za publiczne pieniądze.
I wy chcecie odsuwać ateistów ze sfery publicznej? Niedoczekanie!
piątek, 22 października 2010
Biedne polskie blogi
Prezes JK i jego naczelni wazeliniarze najwyraźniej nie są w stanie przełknąć gorzkiej pigułki prawdy, którą serwują im internauci...
LINK: PiS chce pilnować internetu. Powoła specjalny zespół
Szumne zapowiedzi okażą się w praktyce bezskuteczne. Bo powiedzmy, że przyczepią się do grupy Platformy Obywatelskiej na Facebooku. I co im mogą zrobić? Nic. Na Facebooku obowiązuje amerykańskie prawo, bo serwery są w USA, podobnie jak serwer Bloggera, z którego treść na moim koncie właśnie czytasz. W świetle tego samego przepisu, że w Internecie obowiązuje prawo kraju, gdzie zlokalizowany jest serwer, można legalnie pobierać z Rosji filmy udostępnione na zasadzie Public Domain. To nic, że po rosyjsku, albo z rosyjskim lektorem, jest w tym walor edukacyjny chociaż. Od czego są napisy? :).
Inna sprawa, że próba cenzurowania internetu przez urzędników może skończyć się wymierzoną przeciw nim cyberwojną. Dawno to zaistniało zagrożenie w postaci robaka, który miał pierwotnie zaatakować systemy SCADA ukraińskich elektrowni atomowych? To zbyt niebezpieczne, żeby dla zaspokojenia swojej rządy władzy i chęci wymazania z Internetu opinii na temat swojego wizerunku, na który tak ciężko się pracowało, narażać infrastrukturę informatyczną kraju.
Tak więc PIS(S) OFF!
LINK: PiS chce pilnować internetu. Powoła specjalny zespół
Szumne zapowiedzi okażą się w praktyce bezskuteczne. Bo powiedzmy, że przyczepią się do grupy Platformy Obywatelskiej na Facebooku. I co im mogą zrobić? Nic. Na Facebooku obowiązuje amerykańskie prawo, bo serwery są w USA, podobnie jak serwer Bloggera, z którego treść na moim koncie właśnie czytasz. W świetle tego samego przepisu, że w Internecie obowiązuje prawo kraju, gdzie zlokalizowany jest serwer, można legalnie pobierać z Rosji filmy udostępnione na zasadzie Public Domain. To nic, że po rosyjsku, albo z rosyjskim lektorem, jest w tym walor edukacyjny chociaż. Od czego są napisy? :).
Inna sprawa, że próba cenzurowania internetu przez urzędników może skończyć się wymierzoną przeciw nim cyberwojną. Dawno to zaistniało zagrożenie w postaci robaka, który miał pierwotnie zaatakować systemy SCADA ukraińskich elektrowni atomowych? To zbyt niebezpieczne, żeby dla zaspokojenia swojej rządy władzy i chęci wymazania z Internetu opinii na temat swojego wizerunku, na który tak ciężko się pracowało, narażać infrastrukturę informatyczną kraju.
Tak więc PIS(S) OFF!
środa, 29 września 2010
Wolność słowa w państwie demokratycznym
Odnośnie listu Jarosława K. do ambasadorów.
Niby można mówić i pisać co się chce, ale niech to odbywa się w granicach rozsądku, a już na pewno nie na szczeblu międzypaństwowym. Poniżej znajduje się pewna analogia, której autora niestety nie jestem w stanie skojarzyć, niemniej jednak jej treść i sens dają do myślenia, otóż:
Opinia (racja) jest jak dupa - każdy ma swoją, ale to nie znaczy, że powinien ją pokazywać publicznie bez wystawiania się na pośmiewisko.
Niby można mówić i pisać co się chce, ale niech to odbywa się w granicach rozsądku, a już na pewno nie na szczeblu międzypaństwowym. Poniżej znajduje się pewna analogia, której autora niestety nie jestem w stanie skojarzyć, niemniej jednak jej treść i sens dają do myślenia, otóż:
Opinia (racja) jest jak dupa - każdy ma swoją, ale to nie znaczy, że powinien ją pokazywać publicznie bez wystawiania się na pośmiewisko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)