Ci którzy rezygnują z Wolności w imię bezpieczeństwa, nie zasługują na żadne z nich. Thomas JeffersonPS. Jeżeli jest coś sensownego w zapisach ACTA, to to, że interesy koncernów przestanie reprezentować Policja, która może w końcu się zajmie faktyczną ochroną obywateli gdy tego potrzebują. Koncerny mają prawników od dochodzenia swoich interesów. PS2. Gdzie jest Jarosław Kaczyński i jego okrzyki o zamach na polską demokrację, podczas gdy faktycznie taki ma miejsce, a nie gdy sobie to sobie sam uroił? Być może cieszy się na myśl, że ACTA pozwoli mu zamykać opluwaczy PiS-u.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Chaos A. D. - SOPA, PIPA i ACTA
SOPA, ACTA, PIPA... W ostatnich dniach chyba nie znalazłby się internauta, który śledząc jeszcze działające serwisy internetowe, nie spotkał się z tymi skrótami. Jeśli nie wiesz, czym są w/w skróty, to przed dalszą lekturą polecam filmik:
Dokształconych powyższym filmikiem, jak i świadomych od początku zagrożenia, jakie niesie ze sobą ACTA zapraszam dalej. Jednak tu też mogą pojawić się pewne przemyślenia, które wielu z nas miało na temat ACTA.
Z jednej strony czytając tekst ma się wrażenie, że wszystko jest ok, że skąd te protesty, aż się chce samemu podpisać po tym czymś, bo w końcu ktoś zamierza zrobić porządek z podrobionymi towarami. Z drugiej jednak strony, znaleźli się ludzie, którzy nie ufają zbytnio mocno niejednoznacznemu językowi prawniczemu. Nie bez powodu powstało powiedzenie, że interpretacji tekstu prawniczego jest tyle, ilu jest prawników. Jednak niezadowolonych z konsekwencji ACTA hakerów było więcej i wkrótce wszystkie ważne światowe serwisy rządowe padały jak muchy. Słynne TANGO DOWN na twitterze anonimowych powtórzyło się wielokrotnie.
Tak, jak jak ACTA próbuje mydlić oczy i rozmywać wiele istotnych spraw, tak samo politycy, w szczególności rzecznik rządu Paweł Graś również próbował. Jednak jego próba wmówienia ludziom, że na wieść o ACTA nagle wszyscy się rzucili na stronę sejmową, by czegoś więcej się dowiedzieć i w wyniku masowych odwiedzin strona padła, była - delikatnie mówiąc - żałosna. Swoim brakiem kompetencji wykrakał sobie prezent od Anonimowych pt. www.pawelgras.pl - TANGO DOWN. Zabawnie wyglądało to na głównej stronie RMF24, gdzie praktycznie obok siebie były wywiad z rzecznikiem rządu i administratorem sieci komputerowej specjalistą z centrum danych. Mówili skrajnie różne rzeczy. Komu wierzyć? Bardziej doświadczonemu oczywiście. Nie ujmuję panu Grasiowi doświadczenia, tylko niestety nie w dziedzinie informatyki jest doświadczony. Za to na słodkim pierdzeniu i robieniu z narodu idiotów zna się wybitnie. Nie chce mi się wierzyć, że tłumy ludzi odwiedzały witrynę sejmową w środku karnawału. Tym bardziej mało prawdopodobny jest losowy pad serwera podczas gdy padają niemal równocześnie serwery innych polskich, a nawet światowych organizacji. RIA, MPAA, Universal - TANGO DOWN. Ale cóż, panie Graś, jak to mówią "Lepiej milczeć, narażając się na podejrzenie o głupotę, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości".
Ataki nie pomogły. ACTA zostanie podpisana. I w tym momencie też rząd mąci obywatelom w głowie, bo podpisanie nie oznacza jeszcze ostatecznej ratyfikacji. Nie jestem prawnikiem, nie muszę się na tym znać, ale jeżeli jest jakieś sensowne wytłumaczenie, po co najpierw podpisać dokument, a potem mieć możliwość nieratyfikowania go, to byłbym wdzięczny za oświecenie. Jeśli podpisali, to niemal pewne jest, że go ratyfikują i wejdzie w życie. Nie chciałbym być wtedy w skórze rządzących... Przypomnijcie sobie zamieszczony na górze filmik. Nie ufajcie tym, którzy tłumaczą to bezpieczeństwem.
środa, 21 września 2011
Mam Talent, czy Mam Downa?
Nawiązując do filmiku znajdującego się pod tym adresem, odpowiedzcie na pytanie - co jest bulwersującego w tym filmiku?
Ponoć bulwersuje się cała angielska widownia X-Factora, a ja tu w Polsce, nie mam pojęcia dlaczego.
Czy także mam się oburzyć bo w odstawkę poszła dyskryminacja i dopuszczono do programu osobę niepełnosprawną?
Pokażcie orzeczenie lekarskie o niepełnosprawności tej kobiety, a jeszcze lepiej pokażcie zapis regulujący udział takich osób w X-Factor. Nikt jej tam nie pchał na siłę. Powinniśmy się cieszyć, że dyskryminacja przestała mieć znaczenie i nawet dla takich osób, chcących się zaprezentować, znalazło się miejsce. Próbowała już cztery razy i za każdym razem odpadła. I dlatego jest chora, tak? Niejaki Jarosław Kaczyński od wielu lat pcha się na scenę polityczną i albo na nią w ogóle nie wchodzi, albo z niej z wielkim hukiem spada. Mało tego, choć przegrywa, to i tak twierdzi, że wygrywa. To ja już wiem w takim razie, jak u niego sprawa ze zdrowiem wygląda...
Czy może, dlatego, że mówiła, że zaśpiewa Whitney Houston, a wypadła dużo gorzej?
Paradoksalnie tak jak Whitney Houston nie śpiewa nawet już sama Whitney. Niejednokrotnie podkreślali to Wojewódzki z Leszczyńskim na castingach do Idola, gdy przychodził uczestnik... częściej jednak uczestniczka... i próbowała się zmierzyć, jeszcze raz podkreślam próbowała się zmierzyć z "I Will Always Love You". W 90%, gdy padał ten tytuł wiadomo było, że wykonanie będzie dalekie od oryginału. Nie inaczej było tym razem. Bo jak dobrze zaśpiewać utwór, który nie zawsze idealnie potrafi wykonać jego autorka?
Czy wreszcie powinienem rwać włosy z głowy, bo chociaż zaśpiewała tragicznie, to jest chora i należy jej się kolejny etap?
Nic bardziej mylnego. Widzom przypominam, że program, choć może nie sugeruje tego nazwa, to bardzo przypomina formułą "Mam Talent", czy ichniejsze angielskie "Britain's Got Talent". Abstrahując od tego, że program mógłby po w polskiej edycji się nazywać "Polska ma talent", no to chodzi o ocenę kto w tym programie ma TALENT, a nie kto niepełnosprawny, czy zdrowy. Gdyby miał powstać taki program, to byśmy mieli na antenie "Mam Downa". A talent może mieć każdy, nawet osoba mająca Downa. Ale akurat w tym przypadku, to zaprezentowana kobieta nie ma ani Downa, ani talentu Wokalnego. Od stwierdzenia tego drugiego jest w programie komisja sędziowska, co niniejszym orzekła: 3 razy NIE.
Skąd więc oburzenie? Nie rozumiem...
Dziękuję za uwagę.
Ponoć bulwersuje się cała angielska widownia X-Factora, a ja tu w Polsce, nie mam pojęcia dlaczego.
Czy także mam się oburzyć bo w odstawkę poszła dyskryminacja i dopuszczono do programu osobę niepełnosprawną?
Pokażcie orzeczenie lekarskie o niepełnosprawności tej kobiety, a jeszcze lepiej pokażcie zapis regulujący udział takich osób w X-Factor. Nikt jej tam nie pchał na siłę. Powinniśmy się cieszyć, że dyskryminacja przestała mieć znaczenie i nawet dla takich osób, chcących się zaprezentować, znalazło się miejsce. Próbowała już cztery razy i za każdym razem odpadła. I dlatego jest chora, tak? Niejaki Jarosław Kaczyński od wielu lat pcha się na scenę polityczną i albo na nią w ogóle nie wchodzi, albo z niej z wielkim hukiem spada. Mało tego, choć przegrywa, to i tak twierdzi, że wygrywa. To ja już wiem w takim razie, jak u niego sprawa ze zdrowiem wygląda...
Czy może, dlatego, że mówiła, że zaśpiewa Whitney Houston, a wypadła dużo gorzej?
Paradoksalnie tak jak Whitney Houston nie śpiewa nawet już sama Whitney. Niejednokrotnie podkreślali to Wojewódzki z Leszczyńskim na castingach do Idola, gdy przychodził uczestnik... częściej jednak uczestniczka... i próbowała się zmierzyć, jeszcze raz podkreślam próbowała się zmierzyć z "I Will Always Love You". W 90%, gdy padał ten tytuł wiadomo było, że wykonanie będzie dalekie od oryginału. Nie inaczej było tym razem. Bo jak dobrze zaśpiewać utwór, który nie zawsze idealnie potrafi wykonać jego autorka?
Czy wreszcie powinienem rwać włosy z głowy, bo chociaż zaśpiewała tragicznie, to jest chora i należy jej się kolejny etap?
Nic bardziej mylnego. Widzom przypominam, że program, choć może nie sugeruje tego nazwa, to bardzo przypomina formułą "Mam Talent", czy ichniejsze angielskie "Britain's Got Talent". Abstrahując od tego, że program mógłby po w polskiej edycji się nazywać "Polska ma talent", no to chodzi o ocenę kto w tym programie ma TALENT, a nie kto niepełnosprawny, czy zdrowy. Gdyby miał powstać taki program, to byśmy mieli na antenie "Mam Downa". A talent może mieć każdy, nawet osoba mająca Downa. Ale akurat w tym przypadku, to zaprezentowana kobieta nie ma ani Downa, ani talentu Wokalnego. Od stwierdzenia tego drugiego jest w programie komisja sędziowska, co niniejszym orzekła: 3 razy NIE.
Skąd więc oburzenie? Nie rozumiem...
Dziękuję za uwagę.
piątek, 9 września 2011
Mamy do czynienia z...
"Mamy do czynienia z satanistą."
Tak o Nergalu wypowiedział się, tfu, arcybiskup Głódź. Za sprawą jego, znaczy Nergala, udziału w programie telewizyjnym.
A ja wam powiem - Mamy do czynienia z hipokryzją.
Po pierwsze - program "The Voice Of Poland. Najlepszy głos", bo o nim mowa, nie jest miejscem na manifestowanie ani swoich przekonań religijnych, ani preferencji seksualnych. W programie mają być oceniane umiejętności wokalne uczestników. Nergal jako dysponujący całkiem dobrze brzmiącym głosem i odnoszący się w swojej twórczości do brzmień i tematów skrajnie odbiegających od słodkiego pierdzenia o miłości w rytm umc-umc, jest tam jak najbardziej na miejscu. Atak na jego przekonania i próba ocenzurowania jest jak najbardziej nieuzasadniona, bo nie o to w tym programie chodzi. Poza tym każdy przed telewizorem może w momencie transmisji programu wybrać inny kanał. Na pewno wymaga to mniejszego wysiłku intelektualnego niż próba wytłumaczenia księdzu, że się myli.
Po drugie - skoro tak niepożądanym w sferze publicznej jest Nergal, to dlaczego Głódź ominął w tej kwestii Piasecznego, który też tam bierze udział? Nie wierzę w przypadek, że oberwało się sataniście, bo satanista, a na temat geja ani słowa. Oficjalny stosunek kościoła do homoseksualizmu jest raczej znany, ale jak można wyczytać między wierszami "ręka rękę myje, noga nogę wspiera". Bardziej prawdopodobne natomiast jest, że bajeczka o początku ludzkości, zainicjowanym przez raptem dwoje ludzi, wędrownym nauczycielu przemieniającym wodę w wino, mnożącym ryby i chleb, i wreszcie ginącym z woli swego ojca (sic!) za nasze grzechy, jest już nieco podstarzała, jak wczorajsze bułki w delikatesach. Kiedyś coś, co było biblijnym cudem, można wytłumaczyć naukowo. I do ludzi coraz częściej przemawia nauka. Poza tym to nauka kształtuje dzisiejszy świat. Religia ze swoim systemem wartości jest hamulcem postępu, nie oszukujmy się.
Po trzecie - jakim prawem człowiek reprezentujący, jak na ironię nawiążę do słów Nergala, "największą zbrodniczą organizację na świecie", odbiera prawo do uczestnictwa w życiu publicznym "sataniście"? Człowiek ma dopiero trochę ponad 30 lat, głośno się o nim zrobiło od około lat 3. Wyleczył się z białaczki, choć niewierzący. Nie mówiąc o tym, że przed nim satanistów poza życiem publicznym było na pęczki. Natomiast kościół katolicki od dwóch tysięcy lat widać na każdym kroku. W dodatku na mocy konkordatu, który należałoby spalić, utrzymywany jest z budżetu państwa, nie odprowadza podatków, i wrzyna się w przestrzeń publiczną nie gorzej, jak w dupę stringi. Przy każdym śmietniku kościół, w urzędach krzyże, w Świebodzinie najwyższy na świecie pomnik Jezusa, doskonały wskaźnik poziomu EGO naszych hierarchów kościelnych i obraz mentalności wierzących - w środku pusto, z wierzchu - beton. Nie wspomnę o organizowaniu procesji, pielgrzymek, obstawianych przez finansowaną z kas miejskich policję, związane z tym utrudnienia w ruchu na drogach. Wszystko to za publiczne pieniądze.
I wy chcecie odsuwać ateistów ze sfery publicznej? Niedoczekanie!
piątek, 19 sierpnia 2011
O uczuciach religijnych
Niech ktoś mnie oświeci. Zastanawia mnie pewna kwestia, po przeczytaniu doniesienia o uniewinnieniu Nergala, lidera zespołu Behemoth, za spalenie Biblii podczas koncertu. Nie rozumiem w tym całym zamieszaniu, kto kogo obraził i kto i za co ma się czuć obrażony.
Zacznijmy może od tych drugich, bo to to oni najgłośniej krzyczą, jako, że obrażeni. Powiedzmy sobie jasno i wprost: obrażoną może się poczuć osoba o stopniu inteligencji co najwyżej dorównującym osobie, która tej obrazy dokonuje. Darski rzekomo miał obrazić uczucia religijne osób, uważających się za katolików. Kto z tych obu stron jest mniej lub bardziej inteligentny - magister historii, czy specjalista od zarządzania i bankowości, przewodnik górski - nie wymaga chyba dalszego komentarza.
Po drugie. Jak wynika z uzasadnienia wyroku, Ryszard *tfu* Nowak, oskarżył Darskiego zupełnie nie o to, co on zrobił wtedy na scenie. Za co zatem został oskarżony liter Behemotha?
Obraza uczuć religijnych dotyczy miejsc lub przedmiotów czci religijnej. Słownik Języka Polskiego PWN definiuje czasownik "czcić" jako:
1. «oddawać cześć religijną»
2. «otaczać wielkim szacunkiem»
3. «oddawać hołd, okazywać pamięć»
4. «obchodzić jako święto»
Jak sama Biblia naucza, oddawać cześć religijną należy Bogu, a nie bożkom, pieniądzom, czy innym wartościom materialnym, nie wspominając o książce. Wykonywaniu znaku krzyża w kościele towarzyszą słowa "W imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego". Zatem to krzyż i osoby boskie są przedmiotem czci, nie zaś książka. Nikt nigdy nie modlił się do Biblii, tylko przed krzyżem, ewentualnie figurą Jezusa, lub Matki Boskiej. Co więcej, owe reprezentacje wizualne postaci stanowiących fundamenty wiary chrześcijańskiej znajdują się w sferze publicznej. W Polsce zagwarantowaną mamy ochronę wiary w tej właśnie sferze. Biblię natomiast każdy wierzący trzyma w swojej sferze prywatnej, w domu na półce i jak chce, to niech broni swojego egzemplarza przed podarciem. Nergal podarł swoją Biblię, jego sprawa. Co do szacunku wobec Biblii, to należałoby rozróżnić dwie rzeczy: szacunek do Biblii, jako zadrukowanego papieru, czy szacunek do Biblii, jako podstawy wiary, która to podstawa niezależnie od tego, na czym jest wydrukowana, powinna być w sercu każdego wierzącego. Biblia jest tylko pisemnym dowodem istnienia wyznawanych wartości.
Spójrzcie na swoje dowody osobiste. "Dowód osobisty jest dokumentem stwierdzającym tożsamość osoby, oraz potwierdzającym obywatelstwo polskie", można przeczytać na odwrocie, napisane po środku małymi literkami. Czy jeżeli mój dowód po przekroczeniu okresu ważności, zostanie zniszczony, to przestaję być obywatelem polski, bo zniszczona została ta informacja? Absolutnie nie! Może jeszcze mam się obrazić na urzędnika, że niszcząc dowód pozbawia mnie obywatelstwa? Analogicznie jest z Biblią. Można by na niej umieścić nadruk "Biblia Święta jest dokumentem potwierdzającym przynależność do grona chrześcijan". A jedna Biblia mniej czy więcej nie powinna nikomu robić żadnej różnicy. Liczą się wyznawane wartości.
Zastanawiające w tym wszystkim jest jedno. Ktoś kto dobrowolnie poszedł na koncert, wychodzi z niego urażony jego przebiegiem. Co więcej, nagrywa fragment i udostępnia go innym, mogącym poczuć się urażonymi. Czy można zrobić coś bardziej głupiego?
Wyobraź sobie, że idziesz na koncert, nagrywasz kawałek, czego nie wolno było robić na koncercie Behemotha, a następnie publicznie manifestujesz zniesmaczenie tym, co się tam działo? Nikt cię nie zmusza, idziesz, bo chcesz, w dodatku wiesz na co. Trzeba być totalnym ignorantem i żyć w klatce od ładnych paru lat, by nie kojarzyć Nergala z wizerunkiem antychrześcijańskim. W dodatku wiedząc, że impreza jest zamknięta dla określonego grona odbiorców, iść tam, a potem publicznie siać ferment. Skąd ten człowiek się urwał?
Sąd na szczęście pokazał obrażonej stronie gdzie jest jej miejsce i oby to był początek tego typu rozstrzygnięć w przyszłych podobnych sprawach. Jak myślicie, są szanse na to, że odejdzie się od bezprecedensowego sądownictwa w Polsce?
Zacznijmy może od tych drugich, bo to to oni najgłośniej krzyczą, jako, że obrażeni. Powiedzmy sobie jasno i wprost: obrażoną może się poczuć osoba o stopniu inteligencji co najwyżej dorównującym osobie, która tej obrazy dokonuje. Darski rzekomo miał obrazić uczucia religijne osób, uważających się za katolików. Kto z tych obu stron jest mniej lub bardziej inteligentny - magister historii, czy specjalista od zarządzania i bankowości, przewodnik górski - nie wymaga chyba dalszego komentarza.
Po drugie. Jak wynika z uzasadnienia wyroku, Ryszard *tfu* Nowak, oskarżył Darskiego zupełnie nie o to, co on zrobił wtedy na scenie. Za co zatem został oskarżony liter Behemotha?
Obraza uczuć religijnych dotyczy miejsc lub przedmiotów czci religijnej. Słownik Języka Polskiego PWN definiuje czasownik "czcić" jako:
1. «oddawać cześć religijną»
2. «otaczać wielkim szacunkiem»
3. «oddawać hołd, okazywać pamięć»
4. «obchodzić jako święto»
Jak sama Biblia naucza, oddawać cześć religijną należy Bogu, a nie bożkom, pieniądzom, czy innym wartościom materialnym, nie wspominając o książce. Wykonywaniu znaku krzyża w kościele towarzyszą słowa "W imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego". Zatem to krzyż i osoby boskie są przedmiotem czci, nie zaś książka. Nikt nigdy nie modlił się do Biblii, tylko przed krzyżem, ewentualnie figurą Jezusa, lub Matki Boskiej. Co więcej, owe reprezentacje wizualne postaci stanowiących fundamenty wiary chrześcijańskiej znajdują się w sferze publicznej. W Polsce zagwarantowaną mamy ochronę wiary w tej właśnie sferze. Biblię natomiast każdy wierzący trzyma w swojej sferze prywatnej, w domu na półce i jak chce, to niech broni swojego egzemplarza przed podarciem. Nergal podarł swoją Biblię, jego sprawa. Co do szacunku wobec Biblii, to należałoby rozróżnić dwie rzeczy: szacunek do Biblii, jako zadrukowanego papieru, czy szacunek do Biblii, jako podstawy wiary, która to podstawa niezależnie od tego, na czym jest wydrukowana, powinna być w sercu każdego wierzącego. Biblia jest tylko pisemnym dowodem istnienia wyznawanych wartości.
Spójrzcie na swoje dowody osobiste. "Dowód osobisty jest dokumentem stwierdzającym tożsamość osoby, oraz potwierdzającym obywatelstwo polskie", można przeczytać na odwrocie, napisane po środku małymi literkami. Czy jeżeli mój dowód po przekroczeniu okresu ważności, zostanie zniszczony, to przestaję być obywatelem polski, bo zniszczona została ta informacja? Absolutnie nie! Może jeszcze mam się obrazić na urzędnika, że niszcząc dowód pozbawia mnie obywatelstwa? Analogicznie jest z Biblią. Można by na niej umieścić nadruk "Biblia Święta jest dokumentem potwierdzającym przynależność do grona chrześcijan". A jedna Biblia mniej czy więcej nie powinna nikomu robić żadnej różnicy. Liczą się wyznawane wartości.
Zastanawiające w tym wszystkim jest jedno. Ktoś kto dobrowolnie poszedł na koncert, wychodzi z niego urażony jego przebiegiem. Co więcej, nagrywa fragment i udostępnia go innym, mogącym poczuć się urażonymi. Czy można zrobić coś bardziej głupiego?
Wyobraź sobie, że idziesz na koncert
Sąd na szczęście pokazał obrażonej stronie gdzie jest jej miejsce i oby to był początek tego typu rozstrzygnięć w przyszłych podobnych sprawach. Jak myślicie, są szanse na to, że odejdzie się od bezprecedensowego sądownictwa w Polsce?
środa, 20 lipca 2011
Ukradnij tego posta
Tradycyjnie przeglądałem sobie zasoby naszej globalnej sieci, gdy po dłuższej przerwie spokoju, znowu mnie zabolało. Tytuł i wcześniejsza tematyka postów może sugerować, że chodzi o politykę, ale na szczęście nie. Chodzi o kradzież, ale nie w tej, że tak powiem, branży. Dziś będzie informatycznie. Na początek, powiedzmy sobie, wokół czego kręci się ten post - definicja kradzieży:
Kradzież (art. 278 kk) - zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia. Pod pojęciem zaboru rozumie się fizyczne wyjęcie rzeczy spod władztwa właściciela. Dotyczy to również przedmiotu pozostawionego przez niego w znanym mu miejscu w zamiarze późniejszego jej zabrania. Wymóg dokonania zaboru oznacza, że nie jest możliwa kradzież rzeczy znalezionej przez sprawcę lub jemu powierzonej. Nie wyklucza to odpowiedzialności za inne przestępstwo, a mianowicie za przywłaszczenie.
W skrócie historia polegała na tym, że namierzono babcię ściągającą porno z internetu przez swoją domową sieć Wi-Fi. Oczywiście postanowiono ukarać, bo jest to nielegalne (czytaj - pozytywne, kto nie lubi ściągnąć sobie od czasu do czasu pornosa z sieci musi być albo gejem, albo w podeszłym wieku).
I w tym momencie czas na właściwą falę oburzenia i wytykania absurdów z mojej strony. Kłócą się ze sobą w tym miejscu różne kwestie etyczno-prawne, ale to tylko ukazuje w jak popapranym świecie żyjemy.
Absurd numer 1: Kradzież przez kopiowanie.
Nie bez powodu przytaczałem definicję kradzieży we wstępie. Ktokolwiek by tego nie ściągał, czy to babcia, czy to ktoś inny, te filmy nadal są na serwerach. Zostały stamtąd SKOPIOWANE, a nie ZABRANE. Tylko samochodu z ulicy nie da się skopiować i jeżeli odjadę wypasioną bryką z parkingu sąsiada, to on jej nie będzie miał.
Absurd numer 2: Babcia ściągająca porno
Nie ukłuło nikogo w oczy, że łączy się dwie tak skrajne rzeczy ze sobą? Porno i staruszka... Pozew "antypiratów" powinien zostać z miejsca oddalony, ponieważ - na co również wpadł autor artykułu - który sąd uwierzy, że babcia jara się pornosami z sieci?
Absurd numer 3: Wyważanie otwartych drzwi
OK, powiedzmy, że filmy jednak były kradzione. To teraz powiedzcie mi taką rzecz: jak ma się kradzież w myśl w/w definicji, do korzystania z sygnału sieci bezprzewodowej? Nie jest wprost tam napisane że miała miejsce taka kradzież, jednak ci, co mieli do czynienia z sieciami bezprzewodowymi, zapewne wyczuli temat.
Chodzi o to, że. sama poszkodowana twierdzi, jakoby ktoś mógł włamać się do jej sieci i ściągać te filmy. A o to nietrudno, bo sieć bezprzewodowa, nie trzeba mieć fizycznego dostępu jakiegokolwiek kabla. Wystarczy zasięg. Odpalam laptopa, wyświetlam listę hotspotów, podłączam się do najlepszego sygnału i cieszę się łącznością ze światem, pobierając sobie porno na konto babci.
Absurd numer 4: Znajdźcie przepis, a znajdę człowieka...
Na nieszczęście babci, jeśli nawet uda jej się udowodnić, że nie ona ściągała filmy, to sąd może ją skazać (tfu, tfu) za... niewłaściwe zabezpieczenie sieci bezprzewodowej. Czujecie to?
Gdyby facet wszedł do jej domu be jej wiedzy i zgody, jest przestępcą, włamywaczem. Co kogo wtedy obchodzi babcia, która wstawiła za słabe zamki, albo wyszła do sąsiadki tylko na chwilę, nie zamykając drzwi? Przestępca jest winny, a nie babcia, której mogą nawet odmówić wypłaty z ubezpieczenia (jeśli w ogóle miała wykupione).
Ale, babcia za to winna może być niezabezpieczeniu sieci, lub pójdzie siedzieć do spółki ze złodziejem, który te zabezpieczenia złamał, bo on je złamał, a ona słabo się zabezpieczyła!!!
Taki krótki news, a tyle absurdów. Jeśli ktoś znajdzie więcej, dajcie znać. I żeby nie było, to nie jest czepianie się na siłę, w takim świecie żyjemy...
Kradzież (art. 278 kk) - zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia. Pod pojęciem zaboru rozumie się fizyczne wyjęcie rzeczy spod władztwa właściciela. Dotyczy to również przedmiotu pozostawionego przez niego w znanym mu miejscu w zamiarze późniejszego jej zabrania. Wymóg dokonania zaboru oznacza, że nie jest możliwa kradzież rzeczy znalezionej przez sprawcę lub jemu powierzonej. Nie wyklucza to odpowiedzialności za inne przestępstwo, a mianowicie za przywłaszczenie.
W skrócie historia polegała na tym, że namierzono babcię ściągającą porno z internetu przez swoją domową sieć Wi-Fi. Oczywiście postanowiono ukarać, bo jest to nielegalne (czytaj - pozytywne, kto nie lubi ściągnąć sobie od czasu do czasu pornosa z sieci musi być albo gejem, albo w podeszłym wieku).
I w tym momencie czas na właściwą falę oburzenia i wytykania absurdów z mojej strony. Kłócą się ze sobą w tym miejscu różne kwestie etyczno-prawne, ale to tylko ukazuje w jak popapranym świecie żyjemy.
Absurd numer 1: Kradzież przez kopiowanie.
Nie bez powodu przytaczałem definicję kradzieży we wstępie. Ktokolwiek by tego nie ściągał, czy to babcia, czy to ktoś inny, te filmy nadal są na serwerach. Zostały stamtąd SKOPIOWANE, a nie ZABRANE. Tylko samochodu z ulicy nie da się skopiować i jeżeli odjadę wypasioną bryką z parkingu sąsiada, to on jej nie będzie miał.
Absurd numer 2: Babcia ściągająca porno
Nie ukłuło nikogo w oczy, że łączy się dwie tak skrajne rzeczy ze sobą? Porno i staruszka... Pozew "antypiratów" powinien zostać z miejsca oddalony, ponieważ - na co również wpadł autor artykułu - który sąd uwierzy, że babcia jara się pornosami z sieci?
Absurd numer 3: Wyważanie otwartych drzwi
OK, powiedzmy, że filmy jednak były kradzione. To teraz powiedzcie mi taką rzecz: jak ma się kradzież w myśl w/w definicji, do korzystania z sygnału sieci bezprzewodowej? Nie jest wprost tam napisane że miała miejsce taka kradzież, jednak ci, co mieli do czynienia z sieciami bezprzewodowymi, zapewne wyczuli temat.
Chodzi o to, że. sama poszkodowana twierdzi, jakoby ktoś mógł włamać się do jej sieci i ściągać te filmy. A o to nietrudno, bo sieć bezprzewodowa, nie trzeba mieć fizycznego dostępu jakiegokolwiek kabla. Wystarczy zasięg. Odpalam laptopa, wyświetlam listę hotspotów, podłączam się do najlepszego sygnału i cieszę się łącznością ze światem, pobierając sobie porno na konto babci.
Absurd numer 4: Znajdźcie przepis, a znajdę człowieka...
Na nieszczęście babci, jeśli nawet uda jej się udowodnić, że nie ona ściągała filmy, to sąd może ją skazać (tfu, tfu) za... niewłaściwe zabezpieczenie sieci bezprzewodowej. Czujecie to?
Gdyby facet wszedł do jej domu be jej wiedzy i zgody, jest przestępcą, włamywaczem. Co kogo wtedy obchodzi babcia, która wstawiła za słabe zamki, albo wyszła do sąsiadki tylko na chwilę, nie zamykając drzwi? Przestępca jest winny, a nie babcia, której mogą nawet odmówić wypłaty z ubezpieczenia (jeśli w ogóle miała wykupione).
Ale, babcia za to winna może być niezabezpieczeniu sieci, lub pójdzie siedzieć do spółki ze złodziejem, który te zabezpieczenia złamał, bo on je złamał, a ona słabo się zabezpieczyła!!!
Taki krótki news, a tyle absurdów. Jeśli ktoś znajdzie więcej, dajcie znać. I żeby nie było, to nie jest czepianie się na siłę, w takim świecie żyjemy...
piątek, 29 kwietnia 2011
Kumulacja
Jak w tytule - kumulacja! Zebrało się. 40 milionów... Polaków. Zebrali się w internecie, przed telewizorami i każdy z nich w pewien sposób ustosunkował się do przynajmniej jednego z trzech wydarzeń, które odbiły się echem na świecie i w Polsce.
Katastrofa sprzed roku.
Wciąż się ciągną komentarze na temat katastrofy Smoleńskiej. Ale obiecuję sobie, że temat ten będzie z tego bloga znikał. Wydaje się, że wszystko, co mogłem w tym temacie powiedzieć, zostało już powiedziane. Parcie na szkło jednak poczuł tzw. mecenas Rogalski twierdząc, że należałoby zbadać obecność helu na lotnisku, bo to rzadki gaz i to on mógł spowodować szybsze opadanie samolotu po celowym rozpyleniu przez Rosjan. Primo - niech "mecenas" zbada lepiej zawartość mózgu w swojej czaszce, albo stężenie dwutlenku siarki w kabinie pilotów, będzie przynajmniej wiadomo, jak bardzo się bali tego lotu. Secundo - hel lżejszy od powietrza nie pływałby nad lotniskiem, tylko pofrunął do atmosfery bez śladu. Poza tym jest ponad rok po katastrofie, gdzie jest hel wtedy tam rozpylany? Mit obalony.
Beatyfikacja Jana Pawła II
Kto uważa, że obrońca pedofilii w kręgach kościoła i przeciwnik antykoncepcji, która mogłaby uratować miliony w Afryce przez zapobieganie rozprzestrzeniania się HIV, powinien zostać świętym, niech pierwszy rzuci kamieniem. Szacunek mu się należy z racji stanowiska, szkoda go jako człowieka, ale poglądy dyskredytują jego postać od bycia świętym. Ale taka nasza polska krew, że nie damy na siebie złego słowa powiedzieć. Tymczasem wśród narodowości grupowo zamieszkujących i wspólnie pracujących za granicą, tylko wśród Polaków jeden drugiemu pluje w talerz z zupą. Nie mówiąc o tym, że beatyfikowany zostanie przywódca największej zbrodniczej organizacji świata. Ile krwi przelano w imię wiary i nawracania, tak chyba w żadnej wojnie nie było. I nikt za to nie przeprosił po dziś dzień.
Ślub Williama i Kate
Impreza z mega pompą bez większego znaczenia poza dobrym PR-em i rozrywką dla mas. Wydarzenie na pewno wpłynie w najbliższym czasie na świat mody, jednak na kreacje w podobnym stylu, który tam prezentowali goście, stać raczej niewielu. Ślub książęcej pary może ewentualnie skłonić do refleksji, czyj kolejny będzie równie głośnym wydarzeniem. Na świecie, w Polsce. Polacy pewnie zielenieją z zazdrości, bo któż z kręgów rządzących u nas mógłby zorganizować wesele z takim rozmachem? Jarosław Kaczyński jest często wymieniany jako kawaler wśród polityków. Ale gdyby się zdecydował na taki krok, to nie w Polsce. U nas gejowskie śluby nie są zgodne z prawem.
I to by było przed długim weekendem na tyle. Wrażeń sporo, ale pora oderwać się na chwilę od TV i wyjść na działeczkę rozpalić grilla. Tylko nie spijcie się za mocno.
Katastrofa sprzed roku.
Wciąż się ciągną komentarze na temat katastrofy Smoleńskiej. Ale obiecuję sobie, że temat ten będzie z tego bloga znikał. Wydaje się, że wszystko, co mogłem w tym temacie powiedzieć, zostało już powiedziane. Parcie na szkło jednak poczuł tzw. mecenas Rogalski twierdząc, że należałoby zbadać obecność helu na lotnisku, bo to rzadki gaz i to on mógł spowodować szybsze opadanie samolotu po celowym rozpyleniu przez Rosjan. Primo - niech "mecenas" zbada lepiej zawartość mózgu w swojej czaszce, albo stężenie dwutlenku siarki w kabinie pilotów, będzie przynajmniej wiadomo, jak bardzo się bali tego lotu. Secundo - hel lżejszy od powietrza nie pływałby nad lotniskiem, tylko pofrunął do atmosfery bez śladu. Poza tym jest ponad rok po katastrofie, gdzie jest hel wtedy tam rozpylany? Mit obalony.
Beatyfikacja Jana Pawła II
Kto uważa, że obrońca pedofilii w kręgach kościoła i przeciwnik antykoncepcji, która mogłaby uratować miliony w Afryce przez zapobieganie rozprzestrzeniania się HIV, powinien zostać świętym, niech pierwszy rzuci kamieniem. Szacunek mu się należy z racji stanowiska, szkoda go jako człowieka, ale poglądy dyskredytują jego postać od bycia świętym. Ale taka nasza polska krew, że nie damy na siebie złego słowa powiedzieć. Tymczasem wśród narodowości grupowo zamieszkujących i wspólnie pracujących za granicą, tylko wśród Polaków jeden drugiemu pluje w talerz z zupą. Nie mówiąc o tym, że beatyfikowany zostanie przywódca największej zbrodniczej organizacji świata. Ile krwi przelano w imię wiary i nawracania, tak chyba w żadnej wojnie nie było. I nikt za to nie przeprosił po dziś dzień.
Ślub Williama i Kate
Impreza z mega pompą bez większego znaczenia poza dobrym PR-em i rozrywką dla mas. Wydarzenie na pewno wpłynie w najbliższym czasie na świat mody, jednak na kreacje w podobnym stylu, który tam prezentowali goście, stać raczej niewielu. Ślub książęcej pary może ewentualnie skłonić do refleksji, czyj kolejny będzie równie głośnym wydarzeniem. Na świecie, w Polsce. Polacy pewnie zielenieją z zazdrości, bo któż z kręgów rządzących u nas mógłby zorganizować wesele z takim rozmachem? Jarosław Kaczyński jest często wymieniany jako kawaler wśród polityków. Ale gdyby się zdecydował na taki krok, to nie w Polsce. U nas gejowskie śluby nie są zgodne z prawem.
I to by było przed długim weekendem na tyle. Wrażeń sporo, ale pora oderwać się na chwilę od TV i wyjść na działeczkę rozpalić grilla. Tylko nie spijcie się za mocno.
niedziela, 24 kwietnia 2011
Wielkanocne Alleluja
Tytułem wstępu - osoby, które na krytycyzm wobec chrześcijaństwa mają jedyny, niepodparty jakimkolwiek racjonalnym myśleniem, kontrargument o nazwie "obraza uczuć religijnych" są proszone o opuszczenie tego posta i odklepanie dziesiątki różańca w mojej intencji. Osoby, dla których bracia Kaczyńscy uchodzą za patriotów i mężów stanu - również. Pozostałych, trzeźwo myślących, zapraszam do lektury.
Tytuł posta jest mocno zwodniczy i niestety, ale nie będzie w nim nic na temat Wielkanocy takiej, jaką znamy z tradycji. Może tylko w ramach oświecenia zabłąkanych dusz przypomnę, że jest to najstarsze chrześcijańskie święto związane ze zmartwychwstaniem Jezusa, jednak trudno tak naprawdę określić, kiedy miało swój początek. Można powiedzieć, że "oto wielka tajemnica wiary". W dzisiejszych czasach trudno też o wskazanie słusznego, płynącego z góry przykładu, jak obchody świąt wielkanocnych miałyby wyglądać i co właściwie znaczą. Stąd też nie szukajcie tu moich personalnych nawiązań do tradycji, a raczej komentarza do tego, jak "obchody" wyglądają współcześnie.
Z jednej strony sięga się do wydarzeń sprzed około 2000 lat i mówi się, że w tym szczególnym okresie powinniśmy zastanowić się nad rolą krzyża w naszym życiu, jako symbolu zbawienia i odkupienia naszych win. Z drugiej strony wystawia się w kościołach na adoracjach Grób Pański inspirowany katastrofą lotniczą sprzed roku, tłumacząc taki a nie inny zamysł "pustką", która po niej powstała.
Pustkę to ma, moi Drodzy, w głowie ten, kto zaprojektował taką bzdurę do postawienia w kościele, jeszcze bardziej pusty jest biskup parafii, w której to stoi. Jedynie wierni nie dali się całkiem zaślepić katastrofą i krytykują projekt. I trudno się temu dziwić. Patrząc z perspektywy katastrofy, to nie Jezus zginął w Tupolewie, tylko Jarosław Kaczyński. Z drugiej strony, z perspektywy historii Jezusa, to zginął on na krzyżu, a nie w Tupolewie. Skoro dziś zamienia się postacie obu historii, to być może za rok doczekamy się kolejnej natchnionej wizji Grobu Pańskiego, przedstawiającej "zdradzonego o świcie" Lecha Kaczyńskiego wiszącego na krzyżu. Może do tego czasu poznamy też Judasza, który go zdradził. Obyśmy tylko nie doczekali się zmartwychwstania. Ale nigdy nic nie wiadomo...
Jedno jest za to pewne, obchody Wielkanocy, które są ukazywane w mediach dalekie są od tradycji, przeinaczone, zafałszowane. Mówi się o tym, co powinien znaczyć krzyż, podczas gdy przez większość ostatniego roku było to wyraźnie polityczne narzędzie, i z takim traktowaniem krzyża księża bali się zmierzyć. A dziś z okazji trwających świąt, w poprzedzających je homiliach tłumaczy się wiernym, że dwie zbite ze sobą pod kątem prostym deski są symbolem zbawienia, zwycięstwa. Absolutnie! Krzyż, dźwigany przez Jezusa na miejsce jego śmierci symbolizuje śmierć, zbrodnię dokonaną przez Rzymian. Symbolizuje zwieńczenie planu bożego, który od początku do końca spalił na panewce.
Przypomnijmy, w wielkim skrócie - na samym początku powstaje świat, pojawiają się Adam i Ewa, zjadają Zakazany Owoc, opuszczają Eden obarczeni strasznymi konsekwencjami. Rodzą im się Kain i Abel. Pierwszy zabija drugiego. Mijają wieki. Ludzkość rozprzestrzenia się po ziemi i nadal musi jednak czynić zło, bo Bóg postanawia wszystkich utopić, poza Noem, jego rodziną i zwierzętami. Jednak i to go nie zadowoliło i wpada na jeszcze "genialniejszy" plan. Zsyła swojego syna, który po 33 latach umiera na krzyżu. Brakuje mi cenzuralnych słów, by określić, jak podłym ojcem trzeba być, aby posyłać własnego syna na śmierć, jako zadośćuczynienie za własny błąd popełniony podczas stworzenia świata. Mało tego, Jezus umarł wieki temu, a ludzie jak czynili zło, tak będą je czynić i żadna ludzka ofiara wydaje się nie mieć na to jakiegokolwiek wpływu. Jak to mówią: "Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane".
Mokrego Jajka Wszystkim ;)
Tytuł posta jest mocno zwodniczy i niestety, ale nie będzie w nim nic na temat Wielkanocy takiej, jaką znamy z tradycji. Może tylko w ramach oświecenia zabłąkanych dusz przypomnę, że jest to najstarsze chrześcijańskie święto związane ze zmartwychwstaniem Jezusa, jednak trudno tak naprawdę określić, kiedy miało swój początek. Można powiedzieć, że "oto wielka tajemnica wiary". W dzisiejszych czasach trudno też o wskazanie słusznego, płynącego z góry przykładu, jak obchody świąt wielkanocnych miałyby wyglądać i co właściwie znaczą. Stąd też nie szukajcie tu moich personalnych nawiązań do tradycji, a raczej komentarza do tego, jak "obchody" wyglądają współcześnie.
Z jednej strony sięga się do wydarzeń sprzed około 2000 lat i mówi się, że w tym szczególnym okresie powinniśmy zastanowić się nad rolą krzyża w naszym życiu, jako symbolu zbawienia i odkupienia naszych win. Z drugiej strony wystawia się w kościołach na adoracjach Grób Pański inspirowany katastrofą lotniczą sprzed roku, tłumacząc taki a nie inny zamysł "pustką", która po niej powstała.
Pustkę to ma, moi Drodzy, w głowie ten, kto zaprojektował taką bzdurę do postawienia w kościele, jeszcze bardziej pusty jest biskup parafii, w której to stoi. Jedynie wierni nie dali się całkiem zaślepić katastrofą i krytykują projekt. I trudno się temu dziwić. Patrząc z perspektywy katastrofy, to nie Jezus zginął w Tupolewie, tylko Jarosław Kaczyński. Z drugiej strony, z perspektywy historii Jezusa, to zginął on na krzyżu, a nie w Tupolewie. Skoro dziś zamienia się postacie obu historii, to być może za rok doczekamy się kolejnej natchnionej wizji Grobu Pańskiego, przedstawiającej "zdradzonego o świcie" Lecha Kaczyńskiego wiszącego na krzyżu. Może do tego czasu poznamy też Judasza, który go zdradził. Obyśmy tylko nie doczekali się zmartwychwstania. Ale nigdy nic nie wiadomo...
Jedno jest za to pewne, obchody Wielkanocy, które są ukazywane w mediach dalekie są od tradycji, przeinaczone, zafałszowane. Mówi się o tym, co powinien znaczyć krzyż, podczas gdy przez większość ostatniego roku było to wyraźnie polityczne narzędzie, i z takim traktowaniem krzyża księża bali się zmierzyć. A dziś z okazji trwających świąt, w poprzedzających je homiliach tłumaczy się wiernym, że dwie zbite ze sobą pod kątem prostym deski są symbolem zbawienia, zwycięstwa. Absolutnie! Krzyż, dźwigany przez Jezusa na miejsce jego śmierci symbolizuje śmierć, zbrodnię dokonaną przez Rzymian. Symbolizuje zwieńczenie planu bożego, który od początku do końca spalił na panewce.
Przypomnijmy, w wielkim skrócie - na samym początku powstaje świat, pojawiają się Adam i Ewa, zjadają Zakazany Owoc, opuszczają Eden obarczeni strasznymi konsekwencjami. Rodzą im się Kain i Abel. Pierwszy zabija drugiego. Mijają wieki. Ludzkość rozprzestrzenia się po ziemi i nadal musi jednak czynić zło, bo Bóg postanawia wszystkich utopić, poza Noem, jego rodziną i zwierzętami. Jednak i to go nie zadowoliło i wpada na jeszcze "genialniejszy" plan. Zsyła swojego syna, który po 33 latach umiera na krzyżu. Brakuje mi cenzuralnych słów, by określić, jak podłym ojcem trzeba być, aby posyłać własnego syna na śmierć, jako zadośćuczynienie za własny błąd popełniony podczas stworzenia świata. Mało tego, Jezus umarł wieki temu, a ludzie jak czynili zło, tak będą je czynić i żadna ludzka ofiara wydaje się nie mieć na to jakiegokolwiek wpływu. Jak to mówią: "Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane".
Mokrego Jajka Wszystkim ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)